Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

Twory słowne – fragment książki pt.: „Życiowa Układanka” Kira

 

GRUDZIĄDZKA ODSŁONA

prezentuje fragment książki

„Życiowa układanka”

| KIRA |

Przeczytajcie fragment i sięgnijcie po więcej.

Losy bohaterów w tworach słownych naszej grudziądzanki
– poznajcie ich perypetie bliżej…

   (…)
Następnego dnia rano postanowił odwiedzić Magdę w pracy. Tylko tam mógł liczyć chociażby na zamianę kilu słów. Tak poukładał sprawy, żeby móc zajechać na warsztat w ciągu dnia. Wcześniej spisał się z Witką,
czy przypadkiem nie kręci się tam Kamil.
Zajechał na plac, ale wszedł od strony bramy głównej. Mychy nigdzie nie było widać, natomiast Wicia grzebała coś pod maską starego Audi 80.
Zakradł się wzdłuż boku pojazdu i nacisnął krótko klakson.
– Pogięło cię!? – Witka odskoczyła od samochodu. – Taka metoda podrywu? Ogłuszenie ofiary?
– Kto nam tu broi na warsztacie? – usłyszał radosny głos Mychy za sobą i szybko się odwrócił.
Ależ musiał się powstrzymywać, żeby nie podejść i jej nie objąć, a po raz pierwszy ona nie wyszła z tym gestem.
– Cześć, Madziu! Jak dobrze cię widzieć! – uśmiechnął się.
– Hej! Ale zarosłeś! Od kiedy nosisz taaaką brodę? – zrobiła gest od twarzy wnet do ziemi.
– Słyszałem, że brodaci mają lepsze wzięcie, trzeba się ogarniać zanim człowiek się zestarzeje. – rozłożył ręce.
– Sądziłam, że wczoraj już sobie wytłumaczyliśmy, że daleko ci do dinozaura? – odezwała się Wicia i stanęła przy Magdzie.
– Masz smugę na twarzy. – Jędrzej poślinił palec i przejechał po policzku młodszej z kobiet.
– Fuuuj! Przestań, nie znoszę tego! – zawołała.
Złapała go za rękę i tak obrócił sprawę, że teraz stała tyłem do niego, a on obejmował ją w pasie.
– Tancerz! – przewróciła oczami Wicia i uśmiechnęła się pod nosem.
– Mów, Madzia co u ciebie? – zagadnął ją.
Witka sięgnęła za siebie i odepchnęła go za podbródek, po czym wyswobodziła się. Podeszła do szafki z narzędziami i szukała potrzebnego śrubokrętu.
– Bardzo dobrze! – padła odpowiedź na jego pytanie. Kobieta uśmiechała się szeroko. – Chyba się zresetował na tym wyjeździe, bo wrócił zupełnie inny! Nie chce się ze mną rozstać nawet na chwilę.
– Słyszałem, że dostałaś prezent! – zrobił unik, żeby nie musieć ujawniać swojej reakcji na te rewelacje.
– Tak! Zaraz ci pokażę! – odeszła pod ścianę z blatem i przyniosła nowiutką maszynkę.
– No, widzę, że trafił! – skomentował Jędrzej radochę Magdy.
– A jak! – wycelowała w niego i nacisnęła spust. 
Urządzenie zawarczało.
– Jak dziecko… – starał się być poważny, ale mu nie wyszło. Właśnie takiej Mychy mu brakowało.
– O, poważny się trafił! Patrzcie go! – „lufę” z płaską końcówką śrubokrętu przycisnęła mu do tętnicy na szyi.
„Prosisz się, Madzia…” – pomyślał, ale ani drgnął. 
– Och, nic nie powiesz? – zajrzała mu w oczy.
– Przyszedłem z propozycją. – odsunął narzędzie dwoma palcami.
– Jaką? – odezwała się Wicia od strony Audi. Jędrzej stanął tak, żeby obie przyjaciółki go widziały.
– W sobotę po południu chciałem was zaprosić w pewne ciekawe miejsce. Która z was ma wolne po pracy? – uniósł brew.
– Ja! – odezwały się jednocześnie i spojrzały na siebie zaskoczone.
– Taaak? – zbliżył się do Magdy z pytającym wzrokiem.
– Och, czasami wypuszcza mnie z łóżka… – zrobiła minę świętoszki. Misiek westchnął i dramatycznym gestem przytknął wierzch dłoni do czoła.
– Witka, jak ty z nią wytrzymujesz? – spytał, a wezwana tylko się roześmiała.
– No dobra, żartuję. Ma dodatkowe zlecenie na sobotę po południu i wróci dopiero wieczorem.
– Nie wierzę po prostu! Naprawdę czeka nas wyjście w starym składzie? – Jędrzej nadal reagował z przesadą.
– Przestań, bo pomyślę, że jesteś złośliwy i nigdzie z tobą nie pójdę. – Mycha zmrużyła oczy i wpatrywała się w towarzysza.
– Ja nie wiem co to złośliwość, Madziu. Już jestem grzeczny. – uniósł dwa palce do góry, tak jak przysięgają skauci. – Czyli jesteśmy umówieni na sobotę po pracy? Przyjadę po was pod zakład, moje kochane. – uściślił i było widać, że nie może się doczekać spotkania.
– To lecę!
Pomachał obu kobietom i wyszedł tylnymi drzwiami. W piątek Kamil zaplanował im wspólny wieczór. Owszem, kolejny z rzędu, ale tym razem byli w drogiej restauracji. Czarował Magdę i rozśmieszał. Opowiadał co i rusz inne anegdoty z wyjazdu. Zależało mu na odpowiednim wstępie do tego, co miało się dziać wieczorem. W sypialni… To całe odwracanie jej uwagi od zasadniczych kwestii było całkiem przyjemne dla niego. I niesamowicie skuteczne. Kamil wstał z łóżka sądząc, że Magda już zasnęła.
  Dał z siebie totalnie wszystko, żeby wymęczyć swoją partnerkę. Uwielbiał ją w tej roli i miał nadzieję, że jeszcze długo pozostanie taka ognista. Zapominał wtedy kompletnie czym zajmuje się na co dzień i jak bardzo mu to przeszkadza.
Znikała Witka i wrogo nastawiony Mietek (po numerze ze Śmiałkową traktował go gorzej niż menela na ulicy). Sądził, że wtedy wpadnie; że Magda wszystkiego się domyśli… Ale jakoś to przełknęła, podobnie jak
Zarzecznego na monitoringu. Teraz leżała na boku rozleniwiona i pachnąca ich wyczynami. Zamknęła oczy, a oddech jej się wyrównał. Jeszcze nie był pewny – wrócił się i pocałował ją w czoło. Westchnęła tylko i spała dalej. Zaciskając telefon w dłoni poszedł do łazienki, po czym wybrał numer kumpla. W domu był od tygodnia i czas najwyższy zaktualizować sytuację.
   Nie sądziła, że kiedyś dojdzie do takiego etapu w związku, że będzie śledzić i podsłuchiwać ukochanego. I go okłamywać. Bo czym było udawanie, że się śpi? Owszem, to co robiła przed chwilą nie było oszustwem. Choć przyjaciele inaczej odbierali jej zachowanie od powrotu Kamila z tyłu głowy miała wiecznie migającą czerwoną lampkę. Już od pewnego czasu pozostawała czujna. Sama sobie nie wierzyła, że bierze to  pod uwagę, ale od pojawienia się Wici Kamil stopniowo jej podpadał, nie zachowywał się jak zawsze. Kiedy koleżanka wygadała się wtedy u Jędrzeja, że Kamil jej nie lubi zaczęła tę sprawę analizować i bacznie
przyglądać się ich relacjom. Tyle się wydarzyło w ostatnim czasie… Zachodziło tylko pytanie: Co tak bardzo go w Witce denerwowało, że był gotów doprowadzić do jej zwolnienia? Ta sprawa z jej matką…
   Sugerować, że Witka to kochanka jej ojca było totalnie chore! Od tamtej pory nie umiała już patrzeć na ukochanego tak jak dawniej. Doszła do tego niewyjaśniona sytuacja napaści na przyjaciółkę z Zarzecznym w tle. A później to, co zrobił Kamil, kiedy Jędrzej był chory… Jędrzej. Mówił, żeby porozmawiała z partnerem. Coś wiedział, ale dał jej karty do ręki. Pozwolił, żeby sama doszła do sedna, ale nie wyszło tak, jak
chciała. Nawet przed samą sobą było jej ciężko przyznać, że wolała obecny stan rzeczy niż dociekanie prawdy na siłę kosztem ich relacji. 
Jednak wątpliwości było zbyt wiele…
Teraz wstawała z łóżka i szła podsłuchać, o czym mówił przez telefon.
Bardzo źle się z tym czuła. Sięgnęła po swój szlafroczek i owijając się nim w pasie skupiła całą uwagę.
– Co ci mam powiedzieć, Reki! – mówił scenicznym szeptem Kamil. – 
Próbowałem już wszystkiego! Jakiś czar na nich rzuciła ta siksa! – … –
Tak, jasne, jak ci się tak podoba, to sam się z nią bójnij. – … – No, za taki numer, to Mietek by ci jaja urżnął! Broni jej jak córki niemalże! Zresztą w tej kolejce jesteś drugi. Już ktoś się nią zajął – …. – Wiem, rozumiem. – …. – Rozumiem! Wiem, co obiecywałem! Bądź cierpliwy. Spłacę swoją część. 
– … – Nie, układ się nie zmienił. Masz swoją połowę. – … – Tak, legalny udział na umowę. – … – A co Magda, co Magda! Magdę zostaw mnie. Jak stary zejdzie na emeryturę, to wszystko będzie jej. Czyli mam jeszcze
trochę czasu na pozbycie się smarkatej! Nie napinaj się!
Magda nie wierzyła własnym uszom! Reki to właśnie Zarzeczny! Słowa mężczyzny wskazywały na to, że po zejściu ze sceny jej ojca chce przejąć warsztat i połowę mu oddać! A co ona wtedy zrobi!? Czy wolno jej jeszcze będzie tam pracować? Czy dostanie zakaz wstępu do środka, możliwości kontrolowania jakichkolwiek zmian? To było coś okropnego! Od razu poczuła, jak ściska ją w dołku. Niedobrze jej się zrobiło, a w głowie obijało się tylko jedno słowo: ZDRAJCA! Tyle rzeczy nagle zaczęło do
siebie pasować!
– Aleś ty dociekliwy. – zaśmiał się cicho Kamil. – Do tej pory będzie już pieścić bobaska o jej słodkim uśmiechu. – usłyszała i pojęła, że to jest plan wobec jej osoby. Zatknęła dłonią usta i cofnęła się gwałtownie zahaczając o stolik na przedpokoju. Kwiat, który tam stał zachwiał się niebezpiecznie,
ale złapała go w ostatniej chwili.
To jednak wystarczyło, żeby zwrócić uwagę partnera. Wyszedł z łazienki i zobaczył tylko znikający za zakrętem pasek od szlafroka. Ależ się wściekł!
Ruszył za nią długimi krokami.
– Magda! – zawołał stając w progu. – Podsłuchiwałaś!
Nie odezwała się, nie była w stanie. Zacisnęła dłonie na połach odzienia i cofnęła się o krok. Kamil spuścił głowę i wziął głęboki wdech.
– Jak…? Jak mogłeś…? – w jej głosie wybrzmiał zawód i żal.
Podszedł bliżej.
– Kto ci kazał tam stać i słuchać? – przeczesał włosy dłonią i uśmiechnął się jakoś dziwnie.
– Jestem w swoim domu. Czy to dziwne, że chciałam pójść do łazienki? –
starała się panować nad głosem.
Jego spojrzenie przerażało Magdę, buchało złością i to nie był pierwszy już raz.
– I co, zadowolona jesteś z tego co usłyszałaś? – znów się przybliżył. Nie pozostał ślad po Kamilu sprzed godziny, dnia, tygodnia… – A jak myślisz? Już podzieliłeś skórę na niedźwiedziu, choć cały czas się
dobrze ma. Coś ty sobie w ogóle myślał? Że oboje z tatą będziemy stać z założonymi rękami i patrzeć, jak zabierasz, to na co całe życie pracowaliśmy? Jaką rolę ja bym w tym miała, co? Pół etatu? Czy
sprzątaczka? – gniew zastąpił szok i dał jej śmiałość. Zaśmiał się nieprzyjemnie.
– Sądziłaś, że do końca życia będę zarywał noce w pracy, której nienawidzę? Dobrze płacą, owszem, ale tylko tyle. A wasz interes, to pewny zarobek bez wysiłku, jak się ma od tego ludzi. – jego spojrzenie z
ukosa przyprawiło ją o dreszcz. Okazywało się, że wcale nie zna swojego
chłopaka!
– Myślałaś, że będę tolerował twoje wybryki na warsztacie…
– Jakie wybryki!? – weszła mu w słowo.
– Jakie? A cała ta zabawa w panią mechanik, to co niby jest! Puszysz się, jak kwoka między tymi śliniącymi się durniami! Tak cię to kręci, kiedy inni podziwiają cię, choć nawet nie mają pojęcia, czy wiesz co robić!?
– Kamil! Zazdrość przez ciebie przemawia! Przestań! – zebrało jej się na płacz. „Co ten człowiek wygaduje!?” – zachodziła w głowę.
– Dzień, w którym przejmę warsztat będzie twoim ostatnim w pracy. – orzekł dumnie i chłodno. – Ależ był pewny swego! – Miejsce kobiety jest w domu przy dzieciach i obiadkach. Ma czekać na męża i pytać, jak dziś
było. Jakiekolwiek biznesy nie powinny zaprzątać jej głowy. 
Po prostu ją zamurowało! Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.
– Czyli cały czas mnie oszukiwałeś… – powiedziała cicho patrząc w podłogę. – A ja myślałam, że jest lepiej… Sądziłam, że ci nie przeszkadza moja praca. Że nawet jesteś ze mnie dumny w pewnym stopniu… –
strasznie dużo ją kosztowały te słowa, tym bardziej, że już wiedziała, jak jest naprawdę. – Tylko po to ze mną byłeś!? Ty mnie kochasz w ogóle!?
Dlaczego to wszystko robisz!? – zacisnęła pięści.
„Jędrzej!” – przypomniało jej się, o czym rozmawiali przed delegacją Kamila.
– Co się stało!? Masz jakieś kłopoty!? O niczym mi nie mówisz!
– Bo to nie twoja sprawa! – wypalił.
– A czyja!? Masz laskę, która ciągnie z ciebie kasę!? – zacisnęła zęby.
– Nie zdradzam cię! – przycisnął palce do skroni.
– Co ma do tego Reki!? – Magda zbliżyła się do partnera. Wątpliwości narastały w niej wielką falą.
– Obiecałeś mu warsztat i dlatego tak bardzo chciałeś pozbyć się Wici… – kręciła głową z niedowierzaniem.
– Kolejna poroniona jednostka wychowana na obietnicach: „Możesz być kim chcesz”! A ty ją hołubisz, trzymałaś ją u siebie w domu, ostatnie majtki byś jej oddała! Co ten facet w niej widzi! Czy ty widziałaś jak wy wyglądacie? Dwa dziwolągi! To mają być kobiety!? Brudne, niechlujne! – wyliczał z pogardą, a Mycha miała wrażenie, że spada w tył, w czarną przepaść. Najgorsze było to, że z przepaści zazwyczaj nie ma powrotu. 
– A stary na to wszystko nie dość, że pozwala, to jeszcze dopomaga! Może go to kręci, co? – drwił jej w twarz i nagle głos mu wyostrzał – A Mietek, to już więcej nie będzie mną pomiatał, niech tylko dostanę…
To było ostatnie słowo do bicia, jeśli chodzi o Magdę. W sekundę stanęła przed nim, zadarła głowę i powiedziała dobitnie: – Mietek, to mój ojciec, a dla ciebie to PAN MIECZYSŁAW!! 
Jak tylko przebrzmiały jej słowa poczuła piekący ból na policzku. Aż uskoczyła w bok, kiedy z zamachu uderzył ją wierzchem dłoni. Chwyciła się za twarz i odeszła kilka kroków nie spuszczając go z oka. Okrążył ją
powoli. Nim zdążyła zareagować zacisnął palce na jej ramionach i wysapał:
– Musiałaś wszystko zepsuć! Po co ci to było!?
Czy naprawdę, jeszcze pół godziny temu kochali się tu, w tym łóżku? Czy to ten sam człowiek przed nią stoi? Bała się odezwać. 
– Mycha… – westchnął głęboko. – Ja… Nie znoszę, kiedy się mnie lekceważy. Ty… Ty też nie będziesz. – w jego głosie nie było ani krztyny skruchy.
Nie przyszło mu do głowy, że w tej chwili kończy się ich związek. Miała wrażenie, że całe jej ciało płonie. Odbierała sygnały każdym zakończeniem nerwowym. Serce to tłukło się szaleńczo, to zwalniało gwałtownie.
„Niech się dzieje co chce.” – podjęła decyzję.
– Masz rację, Kamil. Ja też nie będę cię lekceważyć. – puścił ją i szybko się odsunęła. – Teraz stąd wyjdziesz…
Było jej już obojętnie, czy oberwie jeszcze raz.
– Chyba sobie żarty robisz! – nie uwierzył jej, zmrużył oczy. Sięgnęła po komórkę i udawała, że wybiera numer.
– A teraz gdzie dzwonisz? Do tatusia? – podparł się pod boki.
– Nie, po Wicię. Z pewnością jest u Jędrzeja i bardzo chętnie pomogą ci wyjść. Uniósł brwi, ale już taki pewny siebie nie był.
– Pożałujesz tego! – warknął tylko i zebrawszy swoje ubrania zniknął w łazience.
Kilka chwil później wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Magda drżącymi rękami odłożyła smartfon na łóżko i po chwili usiadła obok. Miała wrażenie, że to nie wydarzyło się naprawdę; że Kamil jej nie uderzył, i że nie skończyła z nim. Ale jednego dowodu całego zajścia zignorować nie mogła – pulsującego z bólu policzka. Ranek był mało przyjemny; zimno, mokro i ciemno. Kiedy stanęła przed lustrem zatkało ją. Nie sądziła, że zrobi się z tego taki siniak. Obłożyła twarz lodem kiedy Kamil wyszedł, ale niewiele dało… Na
ramionach też miała ślady. Jak ona się pokaże w pracy? Co powie na to tata…? A jej przyjaciele? Musi coś skłamać, jedyne wyjście. Witka była w socjalnym, kiedy do środka weszła Magda. Dopiero po kilku minutach udało jej się stanąć z przyjaciółką twarzą w twarz.
– Ale dzień, co? Pogoda dramatyczna. – zagaiła Wicia i zamarła. – Magda, co ci się stało!? – zbliżyła się do niej.
Mycha miała przygotowany cały plan, ale teraz kiedy spojrzała na towarzyszkę słowa wyparowały.
– Przecież Jędrzej go zabije! – piskliwy głos Wici przerwał ciszę. 
– Nie ma sensu kłamać, prawda? – to były pierwsze słowa Madzi.
Przyjaciółka objęła ją mocno i wreszcie tama puściła… Misiek miał nadzieję, że niespodzianka dla dziewczyn wypali. Wiedział, że Witka w tym miejscu nie była, ale czy Madzia, to nie był pewien. Miał już w głowie zarys całej wyprawy. Oprócz dobrej kawy w Palmiarni przy ulicy Matejki zamierzał wykorzystać dziewczyny do
prywatnej sesji zdjęciowej. Najróżniejsze okazy roślin stanowiły wyzwanie dla jego umiejętności, a przy okazji będzie na wesoło mógł spędzić czas ze swoimi paniami. Znowu pełny skład! Magda mówiła, że
przez tę delegację Kamil nieco zmiękł. Może…?
Choć pogoda była kiepska w Palmiarni odetchną.
Teraz zbliżała się godzina trzynasta i zajechał pod warsztat od strony
placu. Sprawdził swój wygląd, puścił oczko w lusterku, po czym wysiadł z samochodu.
Pierwsze, co zobaczył, to Witkę opartą o parapet. Miała spuszczoną głowę i nie wyglądała na gotową do wyjścia z pracy. Coś było nie tak – nie zareagowała na dźwięk silnika. Podszedł do niej szybko.
– Cześć, kochana!
– Hej… – brzmiała smutno i nawet na niego nie spojrzała.
– Co się stało? Bo, że „coś”, to nie mam wątpliwości. – zajrzał jej w oczy.
– Posprzeczałam się z Magdą.
Bardzo go zaskoczyła. Pokręcił głową.
– Gdzie ona jest?
– W socjalnym. Lepiej tam nie idź… – wyprostowała się i westchnęła. Była bardzo zmartwiona.
– Aż tak? – zmarszczył brwi.
– Mycha nie chce dziś nikogo widzieć. Nawet do klientów wysyłała mnie. Miał przeczucie, że przyjaciółka nie mówi mu wszystkiego.
– Dlaczego? Chora jest? – zmarszczka na czole pogłębiła się. – Witka, mów do mnie!
Dziewczyna zacisnęła usta. Ona nie była smutna, była załamana. Zawsze można było czytać z jej twarzy, jak z otwartej książki. Nie wierzył, że Mycha doprowadziła ją do takiego stanu. Zrobił krok do przodu, ale go zatrzymała.
– Proszę, daj spokój, nie idź do niej. Niech odpocznie…
Gorszego wstępu nie mogła wybrać. Ominął ją i wszedł do środka, a dziewczyna zacisnęła mocno powieki.
Poruszał się po cichu, bo chciał zaskoczyć Magdę; tylko tak miał szansę dojść prawdy. Uchylił drzwi i zobaczył ją siedzącą na fotelu z twarzą ukrytą w dłoniach. Nagle stanął przed nią i poderwała głowę.
– Jędrzej! – szybko ją odwróciła.
Miał przygotowany tekst na powitanie, ale wszelkie słowa zamarły mu na ustach. Jego osobista, prywatna przyjaciółka miała obitą buzię. Zranione miejsce tak zapuchło, że nie było widać kości policzkowej. Poczuł, jak całe jego ciało tężeje.
Przyklęknął przed nią i bardzo delikatnie ująwszy ją za podbródek obejrzał siniec. Spojrzał w oczy Madzi i szczęki zaczęły mu pracować. Choć nie powiedziała nic wiedział, że jest zrozpaczona. Patrzyli sobie w oczy długą chwilę, a u niej w końcu pojawiły się łzy. Nadal nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jakich słów miała użyć…? Jak wyrazić cały ból po zdradzie i to na wielu frontach naraz? Miała wrażenie, że towarzysz rozumie wszystko i bez tej formy komunikacji. Nagle zerwał się na równe nogi i wypadł z pomieszczenia. Magda spuściła głowę, westchnęła drżąco.
Witka nie miała wątpliwości, że tak się potoczy sytuacja. Kiedy popędził do auta już na niego czekała.
– Jędrzej! Proszę cię! – zastawiła sobą drzwi od kierowcy.
– Puść mnie! Pożałuje, że się w ogóle pojawił w jej życiu! Co za padalec! – nosiło go. – Jak mógł tak ją  potraktować!? Co jeszcze jej zrobi!?
– Wiem! Rozumiem twoje wzburzenie! – próbowała złapać z nim kontakt wzrokowy.
– Nie pokłóciłyście się, prawda? – spojrzał na Wicię spod zmarszczonych
brwi. – Prawda??
Skinęła głową.
– Chciałaś tylko odciągnąć mnie od niej? Znów twierdzące skinienie.
– Zrozum Jędrzej, ona nie chce, żeby ktoś się wtrącał! Ma do tego prawo!
– A ja mam prawo jej bronić! Co to ma znaczyć, że byle chłystek będzie ją poniewierał! Już ja go nauczę, jak się postępuje z kobietami… – przesunął językiem po zębach.
– Jędrzej! Wiem, że jesteś w stanie…, że dasz sobie radę…, ale nie mam zamiaru denerwować Mychy!
Zastanawiał się przez chwilę, ale minę miał kombinatora. I w końcu uśmiechnął się z satysfakcją.
– Więc nie będziemy denerwować Mychy. A ty, moja droga, mi w tym pomożesz. Przyjadę po ciebie o dwudziestej. – nie spuszczał z niej oka.
– Dobrze, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz…

   (…)

o autorze słów kilka

Peudonim artystyczny KIRA

Kasjana Słupkowska

Mam na imię Kasjana, mam 36 lat i jestem mieszkanką Grudziądza od urodzenia. Pod pseudonimem Kira piszę książki obyczajowe. Interesują mnie ludzie, ich reakcje na to, co przynosi życie. Uwielbiam analizować emocje i uczucia, system akcja - reakcja jest bardzo satysfakcjonujący. W moich książkach czytelnik znajduje wszystko, co najlepsze: radość, czasami szaleństwo ;), współczucie, oddanie, miłość. Bohaterowie przeżywają te emocje na sobie, widzimy ich szczere reakcje i obserwujemy zażyłość powstałą w toku wydarzeń.
Jedną z moich książek jest "Życiowa Układanka". Powstał jej audiobook w formie serialu, z zapowiedziami odcinków i czołówką. Całość możemy wysłuchać na moim kanale YouTube - Z serca Pisane. Znakiem rozpoznawczym kanału jest biały piesek w muszce. Obecnie pracuję nad kolejnym audiobookiem - drugą częścią wspomnianej już książki. Nosi ona tytuł "Nierozłączni". Warto zaznaczyć, że moje audiobooki tworzę zupełnie amatorsko, tak domowo jak tylko można. Wiąże się to z wieloma wyzwaniami, trzeba się nieźle nagimnastykować, aby uzyskać oczekiwany efekt, ale warto.
Wiele osób ceni moją twórczość i nie poprzestali na zapoznaniu się z "Życiową Układanką" i "Nierozłącznymi" - sięgnęli również po "Tam gdzie wstaje słońce" i "Zesłaną".