

Od dawna żyjemy w alkoholocentrycznym społeczeństwie.
Jesteśmy w nim tak zanurzeni, że tego nie zauważamy. Picie alkoholu stało się społeczną normą. Wrosło w codzienność tak silnie, że to osoba niepijąca musi się tłumaczyć ze swojego niepicia.
Wyobraź sobie wesele na którym nie ma alkoholu, ale nikt z gości nie został o tym poinformowany. Zatrzymaj się na chwilę i usłysz te rozmowy.
Część gości byłaby wręcz oburzona i czułaby się oszukana. Zobacz te organizujące się wycieczki po alkohol. A teraz wyobraź sobie wesele bez jajek w majonezie. Brak jajek? Nikt tego nie zauważy.
Alkohol w niektórych sytuacjach jest tak silną oczywistością, że jego brak uznawany jest za faux pas. Doszło nawet do tego, że mamy takie pojęcie jak kultura picia alkoholu. Mamy różne rodzaje kieliszków i lampek w zależności jaki rodzaj alkoholu jest nalewany.
Alkohol to trucizna, a WHO czyli Światowa Organizacja Zdrowia jednoznacznie mówi, że nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu, a już w ogóle nie istnieje coś takiego jak zdrowa dawka alkoholu.
Oczywistością jest, że nie dajemy dzieciom alkoholu bo to trucizna. Picie w ciąży uznawana jest za patologię. Skoro alkohol to trucizna, poprzedni akapit powinien dosłownie brzmieć tak:
Od dawna żyjemy w truciznocentrycznym społeczeństwie. Jesteśmy w nim tak zanurzeni, że tego nie zauważamy. Picie trucizny stało się społeczną normą. Wrosło w codzienność tak silnie, że to osoba niepijąca trucizny musi się tłumaczyć ze swojego niepicia trucizny. Wyobraź sobie wesele na którym nie ma trucizny, ale nikt z gości nie został o tym poinformowany. Zatrzymaj się na chwilę i usłysz te rozmowy. Część gości byłaby wręcz oburzona i czułaby się oszukana. Zobacz te organizujące się wycieczki po truciznę. Trucizna w niektórych sytuacjach jest tak silną oczywistością, że jej brak uznawany jest wręcz za faux pas. Doszło nawet do tego, że mamy takie pojęcie jak kultura picia trucizny. Mamy różne rodzaje kieliszków i lampek w zależności jaki rodzaj trucizny jest nalewany.
– to większość społeczeństwa. Normalni szczęśliwi pijący. Większość z nich zostanie tu do końca życia. Pijąc, trochę popsują sobie zdrowie, ale nie schrzanią życia. Wszelkie choroby wynikające pośrednio lub wprost z picia nie będą im się z piciem kojarzyły. Ci ludzie chętnie nazywają siebie świadomymi konsumentami, tradycjonalistami, kontrolującymi użytkownikami alkoholu. To towarzyscy praktycy, którzy nie widzą żadnego zagrożenia w swoim piciu. Są pewni swojej kontroli.
Ich przekonania to np.:
– to ta część, której własne picie już przeszkadza. Wpadli w sidła. Chcieliby pić jak wcześniej – czyli bez problemów – ale nie potrafią. Cały czas wierzą, że uda się wrócić do kontrolowanego picia. Pojawia się dysonans poznawczy i wewnętrzne rozdarcie. To strefa zależności od alkoholu. Błędne koło, w którym człowiek jest wycieńczony jak chomik, który dał z siebie wszystko i jest w tym samym miejscu. Cierpiący konsument, który bez przerwy szuka usprawiedliwień dla swojego picia.
Ich przekonania to np.:
Trzeźwi alkoholicy. Zakładnicy silnej woli, skazani przez siebie albo przez kogoś na abstynencję. Czują się ukarani, dlatego zaciskają zęby i obserwują pijących z tęsknotą. To strefa wyrzeczeń, w której jesteś jednocześnie więźniem i swoim strażnikiem. Ta część nie jest wstydem. Dla wielu osób jest przystankiem, który ratuje życie – i lepiej nie pić niż pić. To nie jest jednak najlepsze miejsce, żeby tkwić w nim do końca życia. Tym, co konstytuuje takie osoby, jest poczucie bycia gorszym – bo nie mogą się „normalnie” napić. Ta tożsamość jest potwornie obciążająca. Jednym z wyjść jest zmiana przekonań.
Ich przekonania to np.:
Szczęśliwi abstynenci – nie dlatego, że sobie zabronili, tylko dlatego, że nie mają po co pić. Nie liczą dni trzeźwości, tak jak inni nie liczą dni bez jedzenia piasku. Picie wydaje im się równie absurdalne jak jedzenie kamieni. Naturalna obojętność wobec alkoholu to prawdziwa niezależność.
Ich przekonania to np.:
Wszystko znajdziesz na stronie spontaniczna.pl
Zaprszam też do mojego podacastu na https://www.spontaniczna.pl/podcast/