Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

Lany Poniedziałek

Drugi dzień świąt wielkanocnych nazywany jest lanym poniedziałkiem lub śmigusem-
dyngusem. Jak wiele innych, jest wtórnie zapożyczony, gdyż swoją tradycję wywodzi ze
starosłowiańskich obrzędów ku czci wiosny. Dawniej zwany był też „dniem świętego Lejka”,
polewanką, oblewanką – te nazwy wyszły już jednak dawno z użycia.
Pierwotnie „śmigus” oraz „dyngus” były oddzielnymi obrzędami. Pierwszy był tradycją
wzajemnego polewania się wodą oraz smagania gałązkami wierzby, co symbolizowało
rytualne oczyszczanie z dotychczasowych, duchowych przewin. Zawierał więc w sobie
pierwiastek magiczny. Natomiast „dyngus” oznaczał wykup, okup i w czasach
starosłowiańskich oznaczał tradycję wręczania podarków wędrownym dziadom, którzy w
zamian powstrzymywali się od psotnych uczynków. Później zmienił się w okup, którym
dziewczyna mogła uchronić siebie od drugiego oblania wodą przez chłopca. Jeśli kawaler
otrzymał jeszcze od niej jajko-pisankę, był to dowód sympatii i taki młodzieniec mógł już
„smalić cholewki” – zacząć się zalecać do niej. Skąd to kolejne powiedzenie? W minionych
czasach czerniono wysokie buty z cholewami, aby wyglądały czyściej i błyszczały w słońcu.
Przy okazji – jeśli ktoś pomyłkowo powiedział „idę smolić cholewki” – to wierzono, że już z
góry jest na przegranej pozycji, nie ma szansy u dziewczyny. Dlaczego? Gdyż „smolić”
oznaczało brudzić, zanieczyszczać, a więc coś przeciwnego. Tak to przez pomyłkę lub
nieznajomość właściwego znaczenia słowa można było stracić życiową szansę na rękę
wybranki serca.
Oba zwyczaje: „śmigus” i „dyngus” po pewnym czasie zlały się w jedną tradycję „śmigusa-
dyngusa”, która na wsi integrowała społeczność i ułatwiała nawiązywanie znajomości,
zwłaszcza między młodymi osobami. A komu, jak nie im, najbardziej na tym zależało? Ich
matki i ojcowie ten etap życia mieli już za sobą. Odwieczne odrodzenie w naturze co
pokolenie zataczało koło, a do tego niezbędna była woda. Dziewczęta oczywiście wrzaskliwie
protestowały przeciwko oblewaniu, ale każda chciała być zmoczona, ponieważ to świadczyło
o jej atrakcyjności. Obficie zlane wodą panny mogły liczyć na powodzenie u kawalerów i
miały większe szanse na zamążpójście w bieżącym roku. Czasami role się odwracały i to
panny z wiaderkami wody czatowały za drzwiami chałupy na dyngusiarzy, ale to już było
wpisane w „męskie ryzyko obchodów”.
W miastach polewano się skromniejszymi ilościami wody; używano przeważnie specjalnych,
drewnianych sikawek, a w sferach zamożniejszych panny często były skrapiane tylko
pachnącą wodą różaną. Natomiast na wsi w ruch szły całe wiadra i kubły. Przy okazji młodzi
kawalerowie mogli podziwiać bardziej wydatne wdzięki panien, kiedy ich zmoczone sukienki
przyklejały się do ciała. Cóż, czymś musiały kusić młodych synów szacownych gospodarzy,
jeśli chciały w przyszłości zostać gospodyniami. „To, co niby ukryte, a jednak odznaczające
się, lepiej rozpala męskie zmysły”.
W lany poniedziałek powiadano: „Nikt dziś nie oszczędza wody. Leje stary, leje
młody. Oblewamy siostrę, brata. Dziś oblewa się pół świata!”. Pewnie dawniej nie chodziło o

biologiczną siostrę i brata, gdyż oni nie mogli utworzyć małżeńskiego stadła. Stosowano w
szerszym znaczeniu – wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi. Dzisiaj nie zwraca się już uwagi
na wcześniejszą wiarę w szybsze zamążpójście panny i powiedzenie nabrało dosłownego
znaczenia – oblewamy się też w rodzinach – dzieci rodziców, rodzice dzieci a rodzeństwo
siebie wzajemnie.
Tradycja to tradycja i należy ją podtrzymywać! Szykujmy się więc na wzajemne polewanie.

NA LANY PONIEDZIAŁEK
Gdyś dziewczyną na wydaniu,
poddaj się dziś polewaniu,
by nie zostać panną starą.
Piszczeć możesz. To wskazano.
Jeśli jednak cię nie goni
do małżeństwa (nikt nie broni),
również poddaj się polaniu…
i tradycji zachowaniu.

| Zdzisław Brałkowski |

Lany Poniedziałek

Drugi dzień świąt wielkanocnych nazywany jest lanym poniedziałkiem lub śmigusem-
dyngusem. Jak wiele innych, jest wtórnie zapożyczony, gdyż swoją tradycję wywodzi ze
starosłowiańskich obrzędów ku czci wiosny. Dawniej zwany był też „dniem świętego Lejka”,
polewanką, oblewanką – te nazwy wyszły już jednak dawno z użycia.
Pierwotnie „śmigus” oraz „dyngus” były oddzielnymi obrzędami. Pierwszy był tradycją
wzajemnego polewania się wodą oraz smagania gałązkami wierzby, co symbolizowało
rytualne oczyszczanie z dotychczasowych, duchowych przewin. Zawierał więc w sobie
pierwiastek magiczny. Natomiast „dyngus” oznaczał wykup, okup i w czasach
starosłowiańskich oznaczał tradycję wręczania podarków wędrownym dziadom, którzy w
zamian powstrzymywali się od psotnych uczynków. Później zmienił się w okup, którym
dziewczyna mogła uchronić siebie od drugiego oblania wodą przez chłopca. Jeśli kawaler
otrzymał jeszcze od niej jajko-pisankę, był to dowód sympatii i taki młodzieniec mógł już
„smalić cholewki” – zacząć się zalecać do niej. Skąd to kolejne powiedzenie? W minionych
czasach czerniono wysokie buty z cholewami, aby wyglądały czyściej i błyszczały w słońcu.
Przy okazji – jeśli ktoś pomyłkowo powiedział „idę smolić cholewki” – to wierzono, że już z
góry jest na przegranej pozycji, nie ma szansy u dziewczyny. Dlaczego? Gdyż „smolić”
oznaczało brudzić, zanieczyszczać, a więc coś przeciwnego. Tak to przez pomyłkę lub
nieznajomość właściwego znaczenia słowa można było stracić życiową szansę na rękę
wybranki serca.
Oba zwyczaje: „śmigus” i „dyngus” po pewnym czasie zlały się w jedną tradycję „śmigusa-
dyngusa”, która na wsi integrowała społeczność i ułatwiała nawiązywanie znajomości,
zwłaszcza między młodymi osobami. A komu, jak nie im, najbardziej na tym zależało? Ich
matki i ojcowie ten etap życia mieli już za sobą. Odwieczne odrodzenie w naturze co
pokolenie zataczało koło, a do tego niezbędna była woda. Dziewczęta oczywiście wrzaskliwie
protestowały przeciwko oblewaniu, ale każda chciała być zmoczona, ponieważ to świadczyło
o jej atrakcyjności. Obficie zlane wodą panny mogły liczyć na powodzenie u kawalerów i
miały większe szanse na zamążpójście w bieżącym roku. Czasami role się odwracały i to
panny z wiaderkami wody czatowały za drzwiami chałupy na dyngusiarzy, ale to już było
wpisane w „męskie ryzyko obchodów”.
W miastach polewano się skromniejszymi ilościami wody; używano przeważnie specjalnych,
drewnianych sikawek, a w sferach zamożniejszych panny często były skrapiane tylko
pachnącą wodą różaną. Natomiast na wsi w ruch szły całe wiadra i kubły. Przy okazji młodzi
kawalerowie mogli podziwiać bardziej wydatne wdzięki panien, kiedy ich zmoczone sukienki
przyklejały się do ciała. Cóż, czymś musiały kusić młodych synów szacownych gospodarzy,
jeśli chciały w przyszłości zostać gospodyniami. „To, co niby ukryte, a jednak odznaczające
się, lepiej rozpala męskie zmysły”.
W lany poniedziałek powiadano: „Nikt dziś nie oszczędza wody. Leje stary, leje
młody. Oblewamy siostrę, brata. Dziś oblewa się pół świata!”. Pewnie dawniej nie chodziło o

biologiczną siostrę i brata, gdyż oni nie mogli utworzyć małżeńskiego stadła. Stosowano w
szerszym znaczeniu – wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi. Dzisiaj nie zwraca się już uwagi
na wcześniejszą wiarę w szybsze zamążpójście panny i powiedzenie nabrało dosłownego
znaczenia – oblewamy się też w rodzinach – dzieci rodziców, rodzice dzieci a rodzeństwo
siebie wzajemnie.
Tradycja to tradycja i należy ją podtrzymywać! Szykujmy się więc na wzajemne polewanie.

NA LANY PONIEDZIAŁEK
Gdyś dziewczyną na wydaniu,
poddaj się dziś polewaniu,
by nie zostać panną starą.
Piszczeć możesz. To wskazano.
Jeśli jednak cię nie goni
do małżeństwa (nikt nie broni),
również poddaj się polaniu…
i tradycji zachowaniu.

REDAKTOR

ZDZISŁAW BRAŁKOWSKI

Poeta, prozaik, skrzący dowcipem erudyta. Wiemy, że jego publikacje literackie mają już swoich miłośników.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu