Kiedy umysł i środowisko chcą więcej
26 lutego w Teatrze, w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego, zaprezentowano film dokumentalny o Jacku „Budyniu” Szymkiewiczu pt. „Szkoda, że nareszcie”.
Trzy lata po śmierci tego wszechstronnego muzyka, na ekrany kin wszedł obraz w reżyserii Sebastiana Juszczyka – przyjaciela „Budynia” – pokazujący jego życie, z perspektywy własnej, rodziny oraz znajomych. Nie jest to bynajmniej laurka na cześć wielkiego artysty, ale trudna opowieść o człowieku, który zmagał się z wieloma demonami.
Jacek Szymkiewicz, pseud. „Budyń” (rocznik ‘74), był Polskim muzykiem, multiinstrumentalistą, wokalistą, kompozytorem i autorem tekstów; pisał też poezję i prozę. Był założycielem i liderem zespołu Pogodno, z którym stworzył takie utwory, jak „Pani w obuwniczym” czy „Orkiestra”. Współtworzył formację Babu Król oraz uczestniczył w wielu innych projektach muzycznych, a nawet teatralnych. Uważany jest za jednego z najbardziej oryginalnych i charyzmatycznych artystów rodzimej sceny alternatywnej. Zmarł nagle, w wieku 48 lat, pozostawiając ogromną spuściznę artystyczną i spore grono znajomych.
„Szkoda, że nareszcie” wydaje się opowieścią pełną humoru i żywiołowości o kolejnej barwnej postaci sceny muzycznej. Jednakże w tle tej historii dzieją się alkohol, narkotyki, samotność i podstępne zaburzenie psychiczne – choroba afektywna dwubiegunowa. Energia pchająca Szymkiewicza do działania i tworzenia, wspomagana przyjaźniami i środkami odurzającymi, prowadziła w twórcze rejony, które pozostawiły trwały ślad w naszej kulturze. Jednocześnie jednak wytwarzała konflikty i spięcia, które generowały bezkompromisowość, przemoc i rozpad kolejnych projektów artystycznych. Muzyk zdawał sobie sprawę z własnych ograniczeń i próbował poradzić sobie z uzależnieniami. Obserwujemy go więc w okresach euforycznych, pełnych brutalności i przekleństw oraz udawanych i prawdziwych stanów upojenia na scenie. Widzimy też jego drugą twarz – człowieka wesołego, tworzącego rzeczy wzniosłe, pracującego z dziećmi. Odkrywamy powoli, jak bardzo skomplikowane i trudne było życie „Budynia”.
Film nie ocenia, nie daje odpowiedzi na wiele pytań ani nie spekuluje „co by było, gdyby?”. Zagląda natomiast w wewnętrzny świat artysty, pokazując, jak balansował pomiędzy radością i smutkiem. W jaki sposób radził sobie z presją otoczenia, wymaganiami publiczności, znajomych, dla których nie chciał przybierać masek pasujących do ich oczekiwań. To film będący ważnym głosem w sprawie zdrowia psychicznego, na które wpływ mają nie tylko osobiste zaburzenia, ale także środowisko.
„Chcieliśmy, żeby ten film był taki, jak Jacek zrobiłby go o sobie. Bez upiększania, z pełną szczerością. To nie miał być pomnik. On by się przecież na ten pomnik wysikał”.
/Producent filmu i członek zespołu Pogodno Marcin Macuk/
Gościem wieczoru był Piotr Stelmach, dziennikarz muzyczny z Radia 357, który z „Budyniem” przeprowadził kilka wywiadów wramach Meskiego Grania. Spotkanie z redaktorem prowadziła Beata Kastner.





























