20 lutego Klub Akcent Zenek Kupatasa – koncert godz. 20.00 bilety 70/100 zł
Zenek Grabowski zaprasza na prawie wiosenną, trasę elektryczną „Nie dadzą rady włożyć Ciebie do szuflady”! Przekrój utworów z całego okresu twórczości Zenka, wraz z kolejną porcją numerów z płyty „Jeszcze Raz to Samo”. Koncert w Grudziądzu otworzy gość trasy – zespół Czarny Bez.
Rozpiska godzinowa:
19:00 – wejście
20:00-20:50 – Czarny Bez
21:10-23:00 – Zenek Grabowski
Zenek Grabowski to jeden z najbardziej zapracowanych ludzi na polskiej scenie niezależnej. Od 1997 roku czynnie tworzy, pisze piosenki i wydaje płyty własnym sumptem. Mając 15 lat założył zespół Kabanos, któremu przewodził przez 21 lat. Obecnie tworzy pod własnym szyldem. Ma na koncie 11 solowych albumów, najpopularniejsze z nich to „O!”, „Darmowe Przytulasy” i obie „Rezyliencje”, a także kompilacja „Jeszcze Raz to Samo” z przeróbkami w hołdzie polskiej muzyki. Ostatnie albumy są kwintesencją jego stylu: punk-metalowe, motywujące hymny ze swoistą dla niego filozofią, nieprzynależną twardo do żadnej konwencji, a stawiającą na szczerość, wrażliwość, humor i wolność przekazu. Jego koncerty zawsze są otwarte na publikę, gdzie kompletnie zaciera się granica między zespołem, a publicznością. Wspomagają go w tym na scenie: gitarzysta Grzesiek Palka, basista Kuba Skrzypiec oraz perkusista Michał Wiśniewski.
Skład:
Zenek Grabowski – wokal, gitara
Grzegorz „Hehua” Palka – gitara
Kuba „Bombel” Skrzypiec – bas
Michał „Bambaryła” Wiśniewski – perkusja
Czarny Bez
to muzyczna podróż do przeszłości z przyszłości, opowieść o prasłowiańskiej duchowości, zwyczajach i demonologii. Mocne gitarowe riffy, folkowy kobiecy głos z elementami białego śpiewu, industrialna elektronika i przeszywająca perkusja to znak rozpoznawczy grupy. Stroje sceniczne w nurcie goth, steam punk i dehumanizujące maski męskiej części zespołu nawiązują do alternatywnej historii kwartetu osadzonej w apokaliptycznym świecie, gdzie po wielu kataklizmach i wojnach ludzie znów wracają do plemiennych wspólnot, bliskości z naturą i powrotu więzi międzyludzkich. To istny słowiański „Mad Max” w cybernetycznej epoce żelaza.
Czarny Bez promuje drugi album „W blasku księżyca” (wyd. Via Nocturna 2025).
22 lutego Teatr Koncert Niedzielny Kwartet Blaszany Brass Riders „Polska Muzyka Filmowa”
Wernisaż fotografii Macieja Kozińskiego „Gdy zapada zmierzch” godz. 12.00 bilety 30zł (przedsprzedaż), 35zł (w dniu koncertu)
Zainteresowanie muzyką kameralną oraz chęć doskonalenia umiejętności gry zespołowej zaowocowało powstaniem w roku 2019 kwartetu blaszanego Brass Riders, który tworzą wybitni instrumentaliści: Tomasz Stolarczyk, Andrzej Tkaczyk, Tomasz Gajewski – puzoniści oraz Jarosław Jastrzębski – tubista. Wszyscy członkowie kwartetu są Artystami Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie. Kunszt artystyczny muzyków kwartetu Brass Riders jest doceniany przez różnego rodzaju instytucje, co prowadzi do częstej i efektywnej współpracy między nimi. Wyjątkową wartością grupy Brass Riders są autorskie aranżacje jednego z jej członków – Tomasza Stolarczyka. Dzięki nim kwartet z powodzeniem odnajduje się w szerokim, różnorodnym repertuarze. W 2022 roku powstał wyjątkowy, autorski projekt „Polska muzyka filmowa w aranżacji na kwartet blaszany”. Jest to niepowtarzalny – z uwagi na dobór repertuaru – projekt, który ma na celu upowszechnianie dorobku wielu polskich twórców muzyki filmowej. Kreatywność, zaangażowanie, artystyczna dojrzałość muzyków kwartetu oraz jego nietypowy skład zapewniają odbiorcom wyjątkowe wrażenia. Na dorobek zespołu Brass Riders składa się częsty udział w festiwalach (m.in. Festiwal Kina Wschodnioeuropejskiego w Pradze „3Kino Fest, Ostrowski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej, Sycowski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej, Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej w Majdanie Królewskim, Przeworski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej itp.) i koncertach zarówno w kraju, jak i za granicą oraz nawiązanie współpracy z wybitnymi współczesnymi muzykami.
Obecnie zespół związany jest ze Stowarzyszeniem ArtMusicArtist.
„Gdy zapada zmierzch” Maciej Koziński
Zawodowo programista, hobbystycznie miłośnik lotnictwa i historii współczesnej oraz lokalnej – fotografuje po zachodzie Słońca (astro)pejzaż i niezwykłe zjawiska na niebie. Fascynuje go ograniczony w światło, za to obfitujący w niezwykłe zjawiska i różnorodne obrazy świat, od którego większość z nas oddzielają światła miast i medialno-technologiczna bańka. Jego zdjęcia to mieszanka niełatwej techniki, minimalnego światła i bogactwa kolorów, które służą zobrazowaniu miejsc, zdarzeń oraz emocji w (nie)rzeczywistości po zmierzchu.
Uczestnik Toruńskich Spacerów Fotograficznych i plenerów bydgoskiej grupy Fotoaktywni. Brał udział w kilku wystawach zbiorowych wspomnianych grup, jak i zbiorowej wystawie fotografii lotniczej, która towarzyszy jego . Aktualna wystawa jest jego pierwszą wystawą autorską.
26 lutego Teatr Dyskusyjny Klub Filmowy „Szkoda, że nareszcie” – dokument o Jacku „Budyniu” Szymkiewiczu
gość wieczoru Piotr Stelmach Radio 357 (dziennikarz muzyczny) godz. 19.00 bilety 10/15zł
Reżyseria: Sebastian Juszczyk Polska, 2025 93 min.
Jacek „Budyń” Szymkiewicz to wyjątkowa postać dla polskiej muzyki – wszechstronny i szalenie zdolny założyciel między innymi Pogodno, czy Babu Król. W filmie Sebastiana Juszczyka jego przyjaciele – Katarzyna Nosowska, Krzysztof Zalewski, Stanisław Soyka i wielu innych – przybliżają nam jego pełną paradoksów postać. To opowieść o niepokornym artyście, o jego trudnych relacjach, zdrowiu psychicznym, uzależnieniach oraz kreatywnym buncie na tle społecznego przełomu lat 90. Muzyka stała się jego sposobem na życie, formą terapii i autokreacji, ale jaka była tego cena? Unikalne wywiady i materiały archiwalne w filmie łączą się z animacjami i kolażami, które przenoszą nas w złożony świat Budynia i zachwyciły publiczność na festiwalu Millennium Docs Against Gravity.
To nie jest klasyczna biografia, ale żywiołowa i pełna humoru opowieść o człowieku, dla którego muzyka była sposobem na życie, terapią, a czasem ucieczką do trudnej rzeczywistości.
Portret bez upiększania
Sebastian Juszczyk, reżyser filmu i przyjaciel Budynia, przyznaje, że był to dla niego niezwykle osobisty projekt:
„Przyjaźniłem się z Jackiem przez ostatnie dziesięć lat jego życia. Każda relacja z nim była intensywna. Ostatni teledysk, który zrobiliśmy, był jego pomysłem – chciał nakręcić dokument o sobie, żeby ‘wyłożyć kawę na ławę’. Chwilę później zmarł. Wiedziałem, że zrobię ten film. Nie od razu. To musiało odczekać. Trzy lata pracy – to była długa, oczyszczająca droga.”
Producent filmu i członek zespołu Pogodno Marcin Macuk dodaje:
„Jacek był człowiekiem o ogromnym sercu, ale też bezkompromisowym. Potrafił mówić wprost, bez autocenzury. W świecie, w którym wszyscy boimy się powiedzieć coś ‘za bardzo’, on był zupełnie wolny. To go czasem kosztowało – odpychał od siebie mainstream, ale bilans zawsze był pozytywny. Po spotkaniu z nim zostawało coś trwałego. Chcieliśmy, żeby ten film był taki, jak Jacek zrobiłby go o sobie. Bez upiększania, z pełną szczerością. To nie miał być pomnik. On by się przecież na ten pomnik wysikał”.
„To jest jeden z najlepszych głosów w tym kraju. Jeden z najlepszych umysłów w tym kraju” – mówi o Budyniu Katarzyna Nosowska.
„Taki żal do niego miałem, że k…. robi wszystko, żeby jego numery nie stały się popularne” – wspomina Krzysztof Zalewski.
„Jacek był człowiekiem zaangażowanym, tak po prostu, zawsze. I w takich sytuacjach kosmate energie, nie ma siły, będą chciały się spotkać” – dodawał Stanisław Soyka.
„Szkoda, że nareszcie” wykorzystuje unikalne materiały archiwalne, nagrania i rozmowy, a także kolaże i animacje, które pozwalają zajrzeć w wewnętrzny świat artysty, pokazując, jak niesamowicie potrafił balansować w swoim życiu między radością i smutkiem. Niestety to, co z pozoru wydawało się życiem poza systemem, miało swoją cenę.
Film o wolności i cenie szczerości
„Szkoda, że nareszcie” był jednym z najczęściej oglądanych tytułów tegorocznej edycji MDAG, a recenzenci podkreślają siłę, która leży w szczerym opowiedzeniu historii głównego bohatera i odsłonięcia nieznanych szerzej faktów z jego życia. W recenzjach możemy przeczytać: „Film pokazuje Budynia nie tylko jako lidera Pogodna, ale jako człowieka na wiecznym pograniczu: radości i smutku, żartu i tragizmu”. „To kino detaliczne, ale i dynamiczne. Wzruszające, ale i bardzo gorzkie. Bywa wesoło, ale też cholernie smutno”. „To film, który potrafi uchwycić energię Budynia – jego czułość, chaos, błyskotliwość i smutek. Ogląda się go jak improwizację, w której każda nuta jest prawdziwa”.
„Szkoda, że nareszcie” to także głos w rozmowie o zdrowiu psychicznym, uzależnieniu i samotności w świecie, który wymaga nieustannego przybierania różnych masek. Sebastian Juszczyk zagląda głębiej w jego świat a jego film pozwala zrozumieć, skąd brała się nieokiełznana energia Budynia, jego autoironia i zdolność mówienia o rzeczach trudnych w sposób prosty, zabawny i przejmujący.




















