Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

Felieton – O zabawach dzieci dawniej i dziś

O zabawach dzieci dawniej i dziś

Świat się zmienia w tak błyskawicznym tempie, że to, co było codziennością naszych rodziców, nie wspominając nawet o dziadkach, już dawno zapadło w ocean zapomnienia. Podobnie i z naszego dzieciństwa (pisząc „nasze” – mam na myśli pokolenie powyżej 60 lat). Postęp techniczny, nowe wynalazki do powszechnego użytku, powoduje bardzo szybkie zmiany; również w zabawach dziecięcych.

Jak się bawiliśmy z pół wieku temu? Przede wszystkim wykorzystywało się własną inwencję i to, co było wtedy dostępne. Z moich wspomnień: gra w „Państwa i miasta”, bierki, szachy, warcaby, „wilk i owce”, różne odmiany gier karcianych, które zajmowały nam czas wolny w zaciszu domowym, zwłaszcza zimą. Dla mnie i brata okres dwóch głównych świąt to było oczekiwanie na… krzyżówkę. Nie taką zwykłą, których jest mnóstwo. W gazecie
młodzieżowej „Sztandar Młodych” dwa razy w roku – na Wielkanoc oraz Gwiazdkę, na rozłożonych pierwszej i ostatniej stronie była umieszczana krzyżówka świąteczna… właściwie powinno się nazwać „Krzyżówa” – tak była ogromna. Ponad 250 haseł poziomo i podobna liczba pionowo. Rozwiązywanie jej zajmowało nam dużo czasu w święta – obłożeni słownikami, encyklopediami i atlasami mozolnie doszukiwaliśmy się właściwych
odpowiedzi. Kilka razy rozwiązaliśmy całą krzyżówkę. To była frajda, mimo że nigdy nie wylosowaliśmy nagród. Chociaż – raz otrzymaliśmy „nagrodę pocieszenia”, kiedy z całej Polski nadeszło tylko dziesięć prawidłowych rozwiązań (autor krzyżówki zrobił mały błąd i my to też dostrzegliśmy). Niestety, nagród było tylko pięć. Jako pocieszenie dostaliśmy „Plan miasta Poznania” sprzed wielu lat, już wypłowiały od stania w słońcu na jakiejś redakcyjnej półce. Nie wspomnę, jakimi słowami nazwaliśmy nadawców tak „wspaniałego prezentu świątecznego”.

A na dworze? A na dworze było zabaw do wyboru, do koloru. Czy ktoś jeszcze pamięta: grę w klipę, „Piekło i Niebo”, w noża, w palanta, używając drobnych monet (w spuszczane, odbijane, Wyścig Pokoju)? Kiedy już wyrastaliśmy z dziecięcych ubrań, graliśmy z karciane odpowiedzi „Flirt”. Zimą zaś, oprócz znanych i dzisiaj sanek, łyżew i nart, zjeżdżało się na własnych butach po wyślizganych do lodu ścieżkach na pagórkach. Obuwie mieliśmy skórzane z twardymi zelówkami podbijanymi metalowymi noskami, więc ślizg był bardzo
szybki; utrzymać się nogach to czasem było wyzwanie. A wygibasy gimnastyczne na trzepaku?

O chłopięcych zabawach z wykorzystaniem nabojów, świec dymnych itp. nie będę się rozpisywał, ale też były. W naszym Grudziądzu stacjonowało prawie dwadzieścia jednostek wojskowych… reszta niech pozostanie milczeniem. Do tego coś się czasem wykopało z pozostałości półtoramiesięcznych walk o wyzwolenie miasta na początku 1945 roku. Kto ciekawy, może wypożyczyć moją książkę w Bibliotece Miejskiej…

Ciężko było nas zagonić wieczorem do domów. Całe dnie na dworze, w gromadzie kolegów,  latem i zimą.

Dzisiaj zaś… jest inaczej. Trzepak? „Jeszcze dziecko spadnie”! Krzyżówka? „W Google jest wszystko, po co  zapamiętywać”? Dobrze, że chociaż piłka w lecie, a w zimie sanki i łyżwy są w użyciu przez dzieci. Teraz króluje wymienianie wiadomości przez smartfony, tik toki, instagramy i… słitfocie. „Jak wyszłam? Oj, muszę trochę poprawić fotkę!”.

Nie oceniam, tylko porównuję. Tak, nowe gadżety techniczne całkowicie przemeblowały formę spędzania wolnego czasu; nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Mamusie, tatusiowie, dziadkowie i babcie – też korzystają z internetu, piszą na grupach społecznościowych. Nową modą się stało chwalenie własnymi zdjęciami, tak z dawnych lat, jak i współczesnymi. Te nowe są nieraz… jakby to delikatnie nazwać? Lepiej wierszem opiszę:

CO WYBRAĆ?

Co dziś mam wybrać? „Pysznej kawusi
od babci, córci oraz od wnusi”.
Czy może lepiej „Pięknego dzionka
aż do wieczora, życzy – Iwonka”.

A może słówko również od męża?
On niewprawiony (choć się wytęża).
Tak i podpiszę: „Kasia i Janek”.
(Już wiem co wstawić w dzisiejszy ranek).

Żadne pisanie (z tym są problemy).
Internet czeka na gify, memy.
Świat idzie naprzód, do przodu patrzę
(słów się nasłucham w kinie, w teatrze).

Więc kopię w necie, buszuję wszędzie…
zaraz mi lajków mnóstwo przybędzie.
Już jest pięćdziesiąt, dobijam setki…
Niech mi zazdroszczą inne smerfetki!

Czuję, że żyję, radości mnóstwo,
do fotki zrobię się dziś na bóstwo.
Słitfocia będzie, modelka prawie,
gdy fotoshopem trochę… poprawię.

O, pisze Zocha, pisze i Krysia…
„Czyje to zdjęcie wstawiłaś dzisiaj”?!

FELIETONY

| Zdzisław Brałkowski |

O zabawach dzieci dawniej i dziś

Świat się zmienia w tak błyskawicznym tempie, że to, co było codziennością naszych rodziców, nie wspominając nawet o dziadkach, już dawno zapadło w ocean zapomnienia. Podobnie i z naszego dzieciństwa (pisząc „nasze” – mam na myśli pokolenie powyżej 60 lat). Postęp techniczny, nowe wynalazki do powszechnego użytku, powoduje bardzo szybkie zmiany; również w zabawach dziecięcych.

Jak się bawiliśmy z pół wieku temu? Przede wszystkim wykorzystywało się własną inwencję i to, co było wtedy dostępne. Z moich wspomnień: gra w „Państwa i miasta”, bierki, szachy, warcaby, „wilk i owce”, różne odmiany gier karcianych, które zajmowały nam czas wolny w zaciszu domowym, zwłaszcza zimą. Dla mnie i brata okres dwóch głównych świąt to było oczekiwanie na… krzyżówkę. Nie taką zwykłą, których jest mnóstwo. W gazecie
młodzieżowej „Sztandar Młodych” dwa razy w roku – na Wielkanoc oraz Gwiazdkę, na rozłożonych pierwszej i ostatniej stronie była umieszczana krzyżówka świąteczna… właściwie powinno się nazwać „Krzyżówa” – tak była ogromna. Ponad 250 haseł poziomo i podobna liczba pionowo. Rozwiązywanie jej zajmowało nam dużo czasu w święta – obłożeni słownikami, encyklopediami i atlasami mozolnie doszukiwaliśmy się właściwych
odpowiedzi. Kilka razy rozwiązaliśmy całą krzyżówkę. To była frajda, mimo że nigdy nie wylosowaliśmy nagród. Chociaż – raz otrzymaliśmy „nagrodę pocieszenia”, kiedy z całej Polski nadeszło tylko dziesięć prawidłowych rozwiązań (autor krzyżówki zrobił mały błąd i my to też dostrzegliśmy). Niestety, nagród było tylko pięć. Jako pocieszenie dostaliśmy „Plan miasta Poznania” sprzed wielu lat, już wypłowiały od stania w słońcu na jakiejś redakcyjnej półce. Nie wspomnę, jakimi słowami nazwaliśmy nadawców tak „wspaniałego prezentu świątecznego”.

A na dworze? A na dworze było zabaw do wyboru, do koloru. Czy ktoś jeszcze pamięta: grę w klipę, „Piekło i Niebo”, w noża, w palanta, używając drobnych monet (w spuszczane, odbijane, Wyścig Pokoju)? Kiedy już wyrastaliśmy z dziecięcych ubrań, graliśmy z karciane odpowiedzi „Flirt”. Zimą zaś, oprócz znanych i dzisiaj sanek, łyżew i nart, zjeżdżało się na własnych butach po wyślizganych do lodu ścieżkach na pagórkach. Obuwie mieliśmy skórzane z twardymi zelówkami podbijanymi metalowymi noskami, więc ślizg był bardzo
szybki; utrzymać się nogach to czasem było wyzwanie. A wygibasy gimnastyczne na trzepaku?

O chłopięcych zabawach z wykorzystaniem nabojów, świec dymnych itp. nie będę się rozpisywał, ale też były. W naszym Grudziądzu stacjonowało prawie dwadzieścia jednostek wojskowych… reszta niech pozostanie milczeniem. Do tego coś się czasem wykopało z pozostałości półtoramiesięcznych walk o wyzwolenie miasta na początku 1945 roku. Kto ciekawy, może wypożyczyć moją książkę w Bibliotece Miejskiej…

Ciężko było nas zagonić wieczorem do domów. Całe dnie na dworze, w gromadzie kolegów,  latem i zimą.

Dzisiaj zaś… jest inaczej. Trzepak? „Jeszcze dziecko spadnie”! Krzyżówka? „W Google jest wszystko, po co  zapamiętywać”? Dobrze, że chociaż piłka w lecie, a w zimie sanki i łyżwy są w użyciu przez dzieci. Teraz króluje wymienianie wiadomości przez smartfony, tik toki, instagramy i… słitfocie. „Jak wyszłam? Oj, muszę trochę poprawić fotkę!”.

Nie oceniam, tylko porównuję. Tak, nowe gadżety techniczne całkowicie przemeblowały formę spędzania wolnego czasu; nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Mamusie, tatusiowie, dziadkowie i babcie – też korzystają z internetu, piszą na grupach społecznościowych. Nową modą się stało chwalenie własnymi zdjęciami, tak z dawnych lat, jak i współczesnymi. Te nowe są nieraz… jakby to delikatnie nazwać? Lepiej wierszem opiszę:

CO WYBRAĆ?

Co dziś mam wybrać? „Pysznej kawusi
od babci, córci oraz od wnusi”.
Czy może lepiej „Pięknego dzionka
aż do wieczora, życzy – Iwonka”.

A może słówko również od męża?
On niewprawiony (choć się wytęża).
Tak i podpiszę: „Kasia i Janek”.
(Już wiem co wstawić w dzisiejszy ranek).

Żadne pisanie (z tym są problemy).
Internet czeka na gify, memy.
Świat idzie naprzód, do przodu patrzę
(słów się nasłucham w kinie, w teatrze).

Więc kopię w necie, buszuję wszędzie…
zaraz mi lajków mnóstwo przybędzie.
Już jest pięćdziesiąt, dobijam setki…
Niech mi zazdroszczą inne smerfetki!

Czuję, że żyję, radości mnóstwo,
do fotki zrobię się dziś na bóstwo.
Słitfocia będzie, modelka prawie,
gdy fotoshopem trochę… poprawię.

O, pisze Zocha, pisze i Krysia…
„Czyje to zdjęcie wstawiłaś dzisiaj”?!

REDAKTOR

ZDZISŁAW BRAŁKOWSKI

Poeta, prozaik, skrzący dowcipem erudyta. Wiemy, że jego publikacje literackie mają już swoich miłośników.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu