Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

Rozmowy z pasją – wywiad z Mileną Morczyńską

W cyklu wywiadów pt.

przedstawiamy Milenę Morczyńską

Grudziądz słynie ze sportu, o dokonaniach naszych oficjalnych drużyn i sportowców wiedzą wszyscy.
Oprócz nich są jeszcze grupy i ludzie, którzy sami piszą swoją sportową historię, osiągając czasami
sukcesy na miarę świata. Jedną z nich jest bohaterka dzisiejszego wywiadu – Milena Morczyńska –
aktualna zwyciężczyni Pucharu Świata Nordic Walking w kat. osób z niepełnosprawnościami ruchowymi.
Dla Mileny sukces to nie tylko indywidualne miejsce na podium, ale przede wszystkim stworzenie grupy
pasjonatów Nordic Walking, którzy chodzą dla zdrowia.

Pasja Mileny do ruchu, sportu i pomagania innym doprowadziła do stworzenia klubu sportowego Tuptusie Grudziądz, który w tym roku kończy na 30 miejscu wśród wielu bardzo profesjonalnych drużyn w Polsce.
Zapraszamy do rozmowy z Kobietą o wspaniałym sercu i wielkiej pasji, prawdziwą Mistrzynią Życia.

Adam Milewski: Skąd pomysł na Tuptusie?
Milena Morczyńska: To jest długa historia, tak naprawdę wszystko zaczęło się od tego, że w listopadzie 2022 roku uległam wypadkowi na paralotni, podczas którego poważnie połamałam kręgosłup. Zawisło nade mną widmo kalectwa – utraty czucia w nogach. Wypadek miał miejsce w Normie, we Włoszech i tam też byłam operowana. Kiedy mnie poskładali i mogłam wrócić do Grudziądza, to nasi lekarze nie byli niestety tak optymistycznie nastawieni jak włoscy. W trzy miesiące od wypadku, podczas kontroli, dostałam „wyrok”, że już nie wrócę do pracy w zawodzie (a jestem masażystką, chiropraktykiem), do końca życia będę się borykać z bólami i ogranicznikiem w postaci stabilizacji kręgosłupa. Najlepszym rozwiązaniem byłaby renta.
Nie ukrywam, że był to dla mnie ogromny cios emocjonalny. Trochę podupadłam psychicznie. Bo prawda jest taka, że mój gabinet i to, co robię, to cały mój świat. Moja miłość. Wtedy też mój przyjaciel, a zarazem fizjoterapeuta – Piotrek Lutowski – który pomagał mi wrócić do sprawności, powiedział jedno magiczne zdanie: „Kup sobie kijki, wyjdź z domu i zacznij chodzić. Zajmij czymś głowę”. Tak to naprawdę wyglądało…

Kijki zabrałam mamie, bo akurat były w domu, no i się zaczęło. Najpierw 500 metrów, kilometr, dwa, trzy, pięć, a że jestem typem człowieka, który lubi mieć wyzwania, no to sobie wymyśliłam, że trzeba zwiększać dystans. Jak już trasa sięgała 20-30 km na jedno wyjście, to trzeba było zwiększać szybkość. Jak ją zaczęłam zwiększać, to powstał pomysł, żeby wystartować w zawodach. Najpierw amatorskich, żeby zobaczyć, jak to jest, a później w profesjonalnych i tutaj się zaczęły schody, bo potrzebny był klub. Jak to mówią „potrzeba matką wynalazków”. Znalazło się kilka pokrewnych dusz, również po wypadkach czy kontuzjach, które wracały do zdrowia i stwierdziliśmy, że założymy klub takich „niepełnosprawnych”, albo bardziej „wracających do pełnej sprawności”, no i tak założyliśmy Tuptusie. Klub powstał 24 lutego 2024 roku, w tym świętowaliśmy swój roczek.

AM: Roczek, ale to dosyć intensywny okres, bo dużo działacie, robicie coraz więcej imprez i coraz więcej ludzi do was przychodzi.
MM: Ideą mojego działania od samego początku jest to, żeby pokazywać ludziom po urazach, po wypadkach, z jakimiś problemami, że diagnoza lekarska to jeszcze nie wyrok ostateczny. To nie jest koniec świata. Jak wspominałam, też miałam iść na rentę, nie wracać do pracy, a „przekwalifikować się za biurko”, miałam nie trenować, tylko leżeć w bólach… Bo tak by to wyglądało. Ale z uporem własnym, ze swoją wiedzą zawodową, z doświadczeniem w pracy z takimi osobami jak ja, udało mi się dojść do momentu, w którym jestem dziś. Mam usuniętą stabilizację, nie cierpię już codziennych katuszy bólowych i aktywnie spędzam czas ze swoją drużyną. Bywają gorsze dni. Wiadomo. Uraz był niezwykle poważny. Ale w porównaniu do tego, co było jeszcze 2 lata temu… Takie dolegliwości są do zaakceptowania. Nie bez powodu mówi się, że „Ruch jest w stanie zastąpić większość lekarstw, lecz żaden lek nie zastąpi ruchu.”

AM: Tuptusie to w pewnym sensie nietypowa drużyna, mocno amatorska. Dużo ludzi przychodzi do niej, bo jesteście dosyć otwarci na wszystkich i nie wymagacie dużego zaangażowania.
MM: Tak. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. W tej chwili mamy trzech instruktorów: jednego biegowego i dwie instruktorki Nordic Walking, dzięki czemu możemy podzielić tę drużynę na różne stopnie zaawansowania, według rożnej sprawności ruchowej. Dodatkowo utworzyliśmy oddzielnie Grupę Seniorów, jak również Grupę Bohaterów, czyli osób z Niepełnosprawnościami. Dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Od osób właśnie takich pourazowych, powypadkowych, (których mamy sporo), borykających się z jakimiś kontuzjami, poprzez osoby z problemami onkologicznymi, po takie, które naprawdę chcą robić jakieś konkretne wyniki i zdobywać podium na zawodach.

AM: Jesteście więc klubem, w którym można pomóc sobie ze swoim zdrowiem, a z drugiej strony można też realizować jakieś aspiracje sportowe.
MM: Dokładnie tak, tym bardziej że z racji swojego fachu, ale i doświadczeń życiowych, mam troszeczkę „skrzywienie zawodowe”. Podczas naszych spotkań, zwracam mocno uwagę na to, kto jak chodzi, kto, z czym się boryka, kogo co boli i jeśli to możliwe, od razu to koryguje. Nasz instruktor biegowy również jest terapeutą i też na bieżąco wyłapuje, co komu jest potrzebne. Nasi „nordikowcy” i biegacze mają pełną opiekę od razu, od tak zwanej ręki, więc można czuć się bezpiecznie. Działamy zarówno pod kątem prozdrowotnym, jak i aspiracji sportowych, poprawy wyników. To nie jest żadna komercyjna oferta, choć koszt jednorazowego treningu to symboliczne 20 złotych. Został on ustalony na początku z pierwszymi Tuptusiami, które postanowiły wspólnie trenować. W ten sposób zabezpieczamy środki na dalsze działania rozwojowe: wyjazdy, dopłaty do koszulek, czy np. organizację autokaru. Bo warto wspomnieć, że na tegoroczne zawody w Skrwilnie, czy w Miastku pojechała już spora grupa startujących Tuptusiów, 20 i 15 osób, dlatego nasze oszczędności bardzo się przydają.

AM: Ile osób zaangażowanych jest obecnie w Tuptusie?
MM: Takich czynnie trenujących, biegających i chodzących regularnie, jest około 25 osób, a zarejestrowanych w bazie już 44. To całkiem niezły wynik. Niektórzy robią sobie przerwy, dłuższe lub krótsze i wracają po jakimś czasie, ale mam nadzieję, że będziemy rosnąć w siłę cały czas.

AM: Kto wymyślił nazwę?
MM: Jeśli chodzi o nawę i logotyp, to był mój pomysł, bo chciałam, żeby to była nazwa, która połączy bieganie i chodzenie, i ewentualne inne aktywności, bo takie też mamy. Raz w miesiącu spotykamy się na różnych aktywnościach takich jak np. boks czy trening oddechowy: żeby nasz rozwój był ogólny, a nie ukierunkowany  tylko na jedną rzecz.

AM: Jesteście jedną z kilku takich grup sportowych, które oddolnie się stworzyły w Grudziądzu. Jest chociażby „Aktywny Grudziądz”, są „Patyczaki”, osoby związane z dużymi firmami, wygląda to imponująco.
MM: Każdy z nas jest inny i potrzebuje innych bodźców, innych ludzi, innej atmosfery. Powiem szczerze, mnie osobiście bardzo cieszy, że jest tyle różnorodnych społeczności, bo dzięki temu naprawdę dużo osób chętniej uczestniczy we wszelkiego rodzaju inicjatywach sportowych i prozdrowotnych. Łatwiej jest im robić coś w grupie, niż miałyby to robić w pojedynkę. Zresztą u nas w drużynie jest dużo osób, które mówią, że jakby miały same chodzić na siłownię czy fitness, to by im się nie chciało, a tak, jak już napiszą na WhatsAppie, że będą, no to nie ma zmiłuj – „skoro mówiłam, że będę, to będę”. I co istotne, chociaż tych nazw – grup jest wiele, to wszyscy „bijemy do jednej bramki”. Jak wspomniałam, każdy robi to inaczej, na swój oryginalny sposób, ale cel przyświeca nam wspólny: ZDROWIE, RUCH i SPOŁECZNOŚĆ. W wielu inicjatywach charytatywnych łączymy się w JEDNOŚĆ. Bo sport jest po to, aby łączył, a nie dzielił. Tak ja uważam. W końcu jesteśmy z jednego miasta, pięknego Grudziądza, więc jesteśmy równi. Jesteśmy JEDNOŚCIĄ.

AM: Jak można stać się Tuptusiem?
MM: Na naszym profilu facebookowym „Tuptusie Grudziądz”, na początku każdego miesiąca jest publikowany grafik zajęć z poszczególnymi instruktorami. Wystarczy wybrać dogodny termin, napisać sms, że będzie się obecnym i  już. Proste! Serdecznie zapraszamy.

MILENA MORCZYŃSKA

Założycielka i właścicielka gabinetu Enigma Massage w Grudziądzu oraz współzałożycielka Grudziądzkiego projektu Zumba&Massage. Masażystka z 100% zaangażowaniem, chiropraktyk i refleksolog, dla której praca to nie tylko zawód, ale prawdziwe powołanie. Odważna, pełna energii, z głową pełną pomysłów i sercem otwartym na ludzi.

Związana ze sportem od najmłodszych lat – od siatkówki, przez siłowanie na rękę, paralotniarstwo, aż po Nordic Walking, który dziś stał się jej codziennym sposobem na zdrowie. Aktywność fizyczna to dla niej nie tylko sposób na zdrowie, ale też na równowagę i inspirację w życiu zawodowym.

W pracy z pacjentami skupia się na człowieku – jego potrzebach, ograniczeniach, ale przede wszystkim na jego potencjale. Największą satysfakcję czerpie z ich postępów i odzyskanego komfortu życia. Jej energia, empatia i profesjonalizm sprawiają, że każdy, kto trafia do Enigmy, czuje się zaopiekowany i zmotywowany do działania.
Prywatnie – miłośniczka podróży, długich spacerów i wypraw z kijkami, które są dla niej symbolem wolności i niezależności. Po trudnych doświadczeniach zdrowotnych, które postawiły ją oko w oko z widmem kalectwa, jeszcze bardziej docenia życie i każdy jego dzień. Dziś wyznaje zasadę: „Chcieć to móc, a marzenia są po to, żeby je spełniać” – i dokładnie według niej żyje.

Milena nie uznaje stagnacji – stale się rozwija, uczy i tworzy. Nie boi się nowych wyzwań, bo wie, że życie mamy tylko jedno, a każdy kolejny nowy cel do realizacji to najlepszy kompas, jaki można mieć.

TUPTUSIE

ZAPRASZAMY NA FOTORELACJĘ
REDAKTOR

ADAM MILEWSKI

Uważny obserwator aktywności mieszkańców miasta. Uwielbia kulturę, ale z każdego wydarzenia potrafi wyciągnąć to co najbardziej wartościowe.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu

OPRACOWANIE GRAFICZNE

MARLENA CIESZYŃSKA

Jest portalową czarodziejką. W magiczny sposób przedstawia nasze słowa i obrazy, nadając im przejrzystą i zaskakującą formę.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu

Przeczytaj także inne wywiady