Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

Światowy Dzień Brody

W kalendarzu świąt nietypowych i zwyczajowych pojawiła się dziś kolejny ciekawy termin – Światowy Dzień Brody.

Celebracja męskiego zarostu wypada na pierwszą sobotę września, ale dlaczego, nie wiadomo. „Historia tego dnia ginie w mrokach dziejów”…

Podobno już w 800 r. n.e. Wikingowie poświęcali jeden dzień w roku na celebrację swoich bród.

Podobno we wsi Dönskborg w Szwecji „wszyscy mężczyźni, którzy nie mają brody, są wypędzani z miasta [sic!], aby spędzić dzień i noc w pobliskim lesie. W mieście ich haniebnie czyste twarze są palone w formie kukły przez tych, którzy noszą niesamowite brody”. Problem jednak w tym, że takiej wsi / miasta nie sposób znaleźć.

Podobno w południowej Hiszpanii istnieje tradycja, że brodaty mężczyzna i bezbrody chłopiec walczą w meczu bokserskim. Tylko że południowa Hiszpania, czyli Andaluzja, to obszar nieco mniejszy niż ¼ Polski, który zamieszkuje ponad 8 mln ludzi. Jak tu teraz znaleźć, gdzie, kto i z jakiego powodu naprawdę walczy w takiej konfiguracji?
Biorąc powyższe pod uwagę oraz wyznaczenie daty na sobotę, mam wrażenie, że dzień ten wymyślili sami brodacze, by w ramach promowania męskiego zarostu solidnie się zabawić. Cóż, wikińskie tradycje zobowiązują, a w taki dzień broda nie powinna zostać sucha!

Abstrahując jednak od prawdziwych czy wymyślonych powodów do celebracji dnia brody, warto choć trochę pochylić się nad tym elementem męskiego wyglądu.

Po pierwsze, nie bardzo wiadomo, po co mężczyźni mają brody. Wielu naukowców, na czele z brodatym Darwinem, próbowało odpowiedzieć na pytanie, po co nam ten zarost. Nie pełni żadnej istotnej fizjologicznej funkcji. Nie chroni przed zimnem, choć w upalne dni na pewno potrafi przeszkadzać. Podobno gęsta broda może ograniczać uderzenia pięścią w twarz, choć badania na ten temat przeprowadzano na owczej wełnie. Pewnie potrzebni byliby „Pogromcy Mitów”, by to fizycznie sprawdzić.

Może więc pełni ważne role społeczne, czyni mężczyzn bardziej atrakcyjnymi w oczach kobiet? No cóż… badania psychologiczne prowadzone przez ostatnich 50 lat potwierdziły tylko, że broda zarazem jest i nie jest atrakcyjna dla kobiet! Ich uczestniczki częściej uznawały za atrakcyjnych mężczyzn z kilkunastodniowym zarostem niż tych bez owłosienia twarzy lub z pełną, dużą brodą. Sumiennie zarośnięci mężczyźni postrzegani byli tylko jako starsi i mądrzejsi. Cóż, to tylko statystyki, ale walcząc o serca pań, lepiej utrzymywać krótki zarost, lub golić się i zapuszczać regularnie w cyklach, niż pielęgnować patriarchalne owłosienie.

„Broda jest ostatecznym symbolem męskości od niepamiętnych czasów” powiadają niektórzy i mylą się w zupełności. Historia brody jest bowiem tak pogmatwana, jak dzieje ludzkości i religii.

Raz to broda była symbolem męskości, boskości, aby za chwilę być symbolem braku dyscypliny i niechlujstwa. Co więcej, w historii pojawiły się brody sztuczne i „wewnętrzne”, które zastępowały te prawdziwe! Każdy taki status brody obudowany był odpowiednimi nakazami i obowiązkową „filozofią”.

Świat starożytny, Mezopotamia, Grecja, Egipt lubił brody, będące symbolami męskości, dostojeństwa, mądrości, władzy… ale! W takim Egipcie na przykład klasy wyższe brody nosiły, jednakże sam faraon już niekoniecznie. Jako symbol jego boskiej władzy, zapuszczał ją z okazji świąt lub często przyprawiano mu brodę fałszywą z drewna, lub metalu! Gdyby popatrzeć ogólnie na sztuczne symbole męskości, pewnie dziś zrobiona byłaby z jakiegoś elastycznego tworzywa… Sztuczny zarost miał jednak ten plus, że taka Królowa Hatszepsut mogła ogłosić się faraonem, przyprawiwszy sobie brodę symboliczną.

Jedno jest pewne, broda była męska… do czasów Aleksandra Wielkiego. Ten młody, wojowniczy władca Mezopotamii przed bitwą pod Gaugameli (obecnie teren w północnym Iraku), kazał swoim wojownikom ogolić się na gładko. Podobno, by wróg nie mógł łapać i ciągnąć wojów za brody, co ułatwiało ich pokonanie, jednakże bardziej pewne jest, że chciał w ten sposób osiągnąć konkretne cele psychologiczne. Sam władca się ogolił, a jego żołnierze stali się podobni do niego. W ten sposób mogli zidentyfikować się jako równi w boju, jako wspólnota walcząca o to samo, no i przy okazji lepiej się rozpoznawać na polu walki.
Aleksander Wielki zwyciężył a jego gładko ogolona twarz stała się symbolem męskości na długie wieki, rozpoczynając trwający po dziś festiwal męskości gładkiej lub zarośniętej.
Wpływowe warstwy społeczne raz to zapuszczały brody, by pozować na mędrców, wojowników, lub goliły je, by dowieść swojej duchowej czystości, tudzież męskości nieskalanej zarostem. Co gorsza, często za takimi zmianami szły też przepisy, raz to karzące za brak zarostu lub wręcz przeciwnie, za jego posiadanie. Oczywiście okresy te były na tyle długie, by się do nich kolejne pokolenia dostosowały, zawsze jednak stanowiły problem dla kupców, podróżników, dyplomatów, którzy wybierali się miejsc o odmiennym podejściu do męskiej szczeciny. W dawnych czasach aktualne „brodowe” mody nie rozprzestrzeniały się tak szybko jak dziś.

Sprawę brody skomplikowała jeszcze bardziej religia. Oto bowiem Zbawiciel, przedstawiany jest dziś jako wspaniała promenująca postać z brodą, krocząca przez ciemność lub cierpiąca za grzechy ludzi na krzyżu. Ikoniczna postać Chrystusa jako młodego mężczyzny z brodą nie powstała jednak od razu. Na początkach chrześcijaństwa przedstawiano Dobrego Pasterza jako nieskalanego młodzieńca, o gładkim obliczu, który opiekuje się swoją trzodą. Gładkie policzki przydano Mesjaszowi także na scenach w otoczeniu brodatych apostołów.

W odróżnieniu od zwykłych śmiertelników boska postać była czysta i niebiańska. Obecny wizerunek Odkupiciela ukształtował się około VI wieku. Chrystus idący na Golgotę oraz ten zasiadający na tronie niebieskim zaczął być przedstawiany z brodą, podobnie jak Bóg Ojciec.
Jak można się domyślać, wizerunek Jezusa wpływał też na wygląd duchowieństwa, arystokracji i zwykłych ludzi. Ojcowie Kościoła byli zwolennikami bród i jeszcze w czasach gdy Syn Człowieczy był przedstawiany jako gładkolicy młodzieniec. Kanoniczny wizerunek powstały po wieku VI i legitymizował brodę jako symbol boskości a tych, którzy ją nosili, niejako wywyższał. Ten stan rzeczy zaczął się jednak zmieniać jakieś 1200 lat temu w czasach Karola Wielkiego.

Wspaniały brodaty wojownik spogląda na nas z portretów, które są fałszerstwem. Prawdziwy król, o germańskich korzeniach nosił bowiem tylko wąsy. W tym czasie w Rzymie panowała już moda na krótki zarost. Aby kler odróżniał się od zwykłych ludzi, nakazano mu nosić włosy krótkie a brodę przystrzyżoną przyzwoicie. Co więcej, w akcie oczyszczenia z grzechów golono także czubek głowy. „W ten sposób włosy zostały powiązane z grzechem, a ich usuniecie, stało się rodzajem oczyszczenia”.

Tymczasem w klasztorach mnisi, jako osoby o wyższych standardach moralnych, zaczęli golić się całkowicie. W wieku XI wymagano tego już od całego duchowieństwa, a zapisy prawa kościelnego regulujące te kwestie, usunięto dopiero w roku 1917! Pozbawienie brody nie oznaczało jednak braku jakiś cech, ale pojawienie się czegoś lepszego. Duchowny, czy mnich oczyszczony z grzechów i zarostu posiadał bowiem brodę wewnętrzną. Zarost tak powszechny na obrazach Boga i Zbawiciela był bowiem czymś godnym podziwu, symbolem mądrości, dostojeństwa. Mnich pozbywając się jej fizycznej postaci, zachowywał brodę symboliczną, z którą miał odrodzić się w niebie. Wkrótce idee gładkiego lica przeniknęły także do arystokracji i zwykłych obywateli, rozpoczynając kolejny okres w historii brody.
Do naszych czasów męskie owłosienie przechodziło różne dzieje. Czasami je akceptowano i propagowano a czasami wręcz przeciwnie. Dosyć trwałe znaczenie od wieków ma zarost w Kościołach wschodnich, Judaizmie i takich grupach religijnych, jak Amisze. Przez wieki też czarne wąsy były nieodłącznym elementem wizerunku oficera. Mężczyźni nieprzynależący do wojska ani duchowieństwa musieli jednak uważnie śledzić aktualne mody i prawo.
Czasami postrzegani byli jako mędrcy, ludzie głębokiego zaufania a innym razem jako buntownicy, wywrotowcy, komuniści. Co ciekawe w PRL broda nie była już popularna, tolerowano wąsy, ale długich hipisowskich włosów nie. Za te ostatnie trafić można było do paki, gdzie niezbyt zgrabnie je obcinano.

Podróżując przez dzieje męskiego zarostu, widzimy wyraźnie, że nie ma żadnych biologicznych uzasadnień, trwałych praw boskich czy ludzkich, które wskazywałyby wyższość brodaczy nad tymi, którzy z natury bądź wyboru ich nie posiadają. Dzięki temu my, brodacze nie musimy postrzegać się w jakiś konkretny sposób, przypisywać sobie społecznych ról czy powinności. Broda, będąca w ostatnich dziesięcioleciach symbolem wolności, nie powinna nas ograniczać. Możemy być męscy z brodą lub bez niej, ważne by była to nasza decyzja.
Broda jest ciekawym elementem estetycznym, który potrafi poprawić wygląd męskiej twarzy. Jej pielęgnacja w dobrym salonie barberskim jest dla mężczyzny dosyć relaksująca, wręcz terapeutyczna. Widok własnej zadbanej twarzy w lustrze potrafi poprawić samopoczucie i poczuć się pewnym siebie mężczyzną.

Wszystkim brodaczom życzymy, by zarost rósł im regularnie, policzki nie swędziały a siwe włosy, pojawiały się estetycznie równo.


Opracowano na podstawie książki „Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu”; Christopher Oldstone-Moore, wydawnictwo Znak 2017 r. oraz materiałów internetowych.
Za wypożyczanie książki dziękuje salonowi Fade Barber Shop Grudziądz.

REDAKTOR

ADAM MILEWSKI

Uważny obserwator aktywności mieszkańców miasta. Uwielbia kulturę, ale z każdego wydarzenia potrafi wyciągnąć to co najbardziej wartościowe.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu