

Nasze kalendarze odliczają długie odcinki czasu, które są związane z czasem obiegu Ziemi dookoła Słońca, natomiast zegary – krótkie, mieszczące się w przedziale doby ziemskiej. Dlaczego „ziemskiej”? Gdyż na każdej planecie trwanie doby jest inne, zależne od szybkości jej obrotu naokoło własnej osi. Ciekawostką jest długość dnia na Wenus, który trwa dłużej niż wenusjański rok. Natomiast gazowe olbrzymy obracają się dużo szybciej niż nasza „Matka Gaja” – Jowisz w ciągu 10, a Saturn 11 godzin.
Wracając z Kosmosu na nasze ziemskie poletko – prawdopodobnie podział dnia na 24 godziny (12 dziennych i 12 nocnych) zapoczątkowali Egipcjanie. Natomiast po Babilończykach pozostał nam podział godziny na 60 minut, a minuty na 60 sekund, gdyż posługiwali się oni systemem liczenia sześćdziesiątkowym, a nie dziesiętnym, dzisiaj powszechnie stosowanym. Również Rzymianie wnieśli swój wkład, gdyż posługiwali się
także systemem dwunastkowym. Już współcześnie, w latach 70. XX wieku, zaproponowano podział godziny na 100 minut i minuty na 100 sekund (z odpowiednim zmniejszeniem liczby godzin lub skróceniem długości trwania nowej minuty i sekundy), ale ten pomysł nie przeszedł. Zbyt dużo komplikacji by przyniósł. Chociaż może, w przyszłości? Szwecja potrafiła w tamtych latach zmienić ruch drogowy z lewostronnego na prawostronny, to i podział czasu może kiedyś zmienią?
W starożytności i średniowieczu nikt nie odmierzał minut; wystarczył podział doby na godziny. Pierwsze zegary (zwane gnomony) były „słonecznymi” – prosty pręt wbity pionowo w ziemię rzucał dłuższy lub krótszy cień. Dobrze sprawdzał się w strefie przyrównikowej, gdzie rzadko zdarzają się dni pochmurne. Natomiast w nocy nie mógł wskazywać czasu. Wymyślono więc klepsydrę, gdzie przesypywał się piasek z górnego pojemnika do dolnego. Jednak przy dużej wilgoci powietrza (zwłaszcza na statkach) wąski otwór klepsydry potrafił się zatkać przez skawalony piasek. Najbardziej dokładnym zegarem, działającym w dzień i w
nocy, okazał się zegar wodny. Chyba że ktoś zapomniał go odwrócić na czas…
Kiedy nastały czasy wielkich odkryć geograficznych, a potem Oświecenia, dotychczasowe zegary okazały się nieprzydatne do obliczania długości geograficznej na otwartym oceanie. Potrzebne były dużo dokładniejsze. Wtedy właśnie zaczęto zmniejszać znane już zegary obciążnikowe a później wahadłowe i wprowadzono podział godziny na minuty. Dodano więc wskazówkę minutową do już stosowanej godzinowej. Natomiast możliwość zmniejszenia wielkości zegarów przyniosło zastosowanie sprężyny jako napędu.
Od XX wieku zaczęto stosować zegary kwarcowe, a następnie cyfrowe, które upływ czasu pokazują już bardzo dokładnie. Natomiast najdokładniejszymi urządzeniami do mierzenia czasu są zegary atomowe – to one są wzorcem. Bez nich trudno byłoby korzystać z satelitów, z których korzystamy jako GPS – pomyłka w określeniu naszego miejsca byłaby zbyt wielka.
Dzisiaj już cały świat używa „czasu uniwersalnego”, jednego dla wszystkich społeczności na świecie. Natomiast wśród zwykłych ludzi nie jest to takie oczywiste. Dlatego na zwykłe zapytanie „Która jest godzina?”, usłyszymy często odpowiedź:
– matematyk: „Czekaj, obliczę”,
– uczeń: „Jeszcze pięć minut do dzwonka”,
– nauczyciel: „Uff, dzisiaj już ostatnia”,
– geograf: „A w której strefie czasowej?”,
– szef w pracy: „Nie śpiesz się. Zapomniałeś, że dzisiaj odrabiamy?”,
– romantyk: „Piękna jest ona, urocza”,
– ochroniarz: „A po co chce pan wiedzieć?”,
– meteorolog: „Przed południem”,
– egocentryk: „To moja sprawa”,
– zegarmistrz: „A na którą panu nastawić?”,
– stoik: „A czy to ważne?”,
– mediewista: „Ludzie drzewiej nie wiedzieli i też żyli”,
– antropolog kultury: „Wie pan, w Babilonii…”,
– baca: „Tam, na wieży kościółka”,
– astrofizyk: „Zależy. Na przykład przy prędkościach podświetlnych…”,
– filozof: „Jeśli już pan pytasz, to czas jest bardzo względny dla ludzi. Bo wie pan…”,
– rolnik: „Mało bym zapomniał, przecież pora dojenia!”,
– pijak: „Śpiesz się pan, przecież zaraz zamkną!”,
– prawnik: „Mów pan, że wtedy nie patrzyłeś na zegarek”,
– pięknotka: „Jak kochasz, to poczekasz”,
– dziewczyna: „O matko! Kończ szybciej, zaraz starzy wrócą!”,
– detalista: „piętnaście po i trzydzieści sekund”,
– historyk: „Panie, dawniej to te zegary chodziły, jak chciały”,
– sekretarka: ”Już jesteśmy po godzinach pracy, kochany panie dyrektorze”,
– dziewczynka: „Pąsowej róży”,
– w kolejce sklepowej: „Nie zagaduj pan! Pan tu nie stał!”,
– policjant: „To ja tu zadaję pytania!”,
– ja: „To już tak późno?! Kurde, na dzisiaj miałem przecież napisać… Przepraszam, muszę
pędzić!”
Nasze kalendarze odliczają długie odcinki czasu, które są związane z czasem obiegu Ziemi dookoła Słońca, natomiast zegary – krótkie, mieszczące się w przedziale doby ziemskiej. Dlaczego „ziemskiej”? Gdyż na każdej planecie trwanie doby jest inne, zależne od szybkości jej obrotu naokoło własnej osi. Ciekawostką jest długość dnia na Wenus, który trwa dłużej niż wenusjański rok. Natomiast gazowe olbrzymy obracają się dużo szybciej niż nasza „Matka Gaja” – Jowisz w ciągu 10, a Saturn 11 godzin.
Wracając z Kosmosu na nasze ziemskie poletko – prawdopodobnie podział dnia na 24 godziny (12 dziennych i 12 nocnych) zapoczątkowali Egipcjanie. Natomiast po Babilończykach pozostał nam podział godziny na 60 minut, a minuty na 60 sekund, gdyż posługiwali się oni systemem liczenia sześćdziesiątkowym, a nie dziesiętnym, dzisiaj powszechnie stosowanym. Również Rzymianie wnieśli swój wkład, gdyż posługiwali się
także systemem dwunastkowym. Już współcześnie, w latach 70. XX wieku, zaproponowano podział godziny na 100 minut i minuty na 100 sekund (z odpowiednim zmniejszeniem liczby godzin lub skróceniem długości trwania nowej minuty i sekundy), ale ten pomysł nie przeszedł. Zbyt dużo komplikacji by przyniósł. Chociaż może, w przyszłości? Szwecja potrafiła w tamtych latach zmienić ruch drogowy z lewostronnego na prawostronny, to i podział czasu może kiedyś zmienią?
W starożytności i średniowieczu nikt nie odmierzał minut; wystarczył podział doby na godziny. Pierwsze zegary (zwane gnomony) były „słonecznymi” – prosty pręt wbity pionowo w ziemię rzucał dłuższy lub krótszy cień. Dobrze sprawdzał się w strefie przyrównikowej, gdzie rzadko zdarzają się dni pochmurne. Natomiast w nocy nie mógł wskazywać czasu. Wymyślono więc klepsydrę, gdzie przesypywał się piasek z górnego pojemnika do dolnego. Jednak przy dużej wilgoci powietrza (zwłaszcza na statkach) wąski otwór klepsydry potrafił się zatkać przez skawalony piasek. Najbardziej dokładnym zegarem, działającym w dzień i w
nocy, okazał się zegar wodny. Chyba że ktoś zapomniał go odwrócić na czas…
Kiedy nastały czasy wielkich odkryć geograficznych, a potem Oświecenia, dotychczasowe zegary okazały się nieprzydatne do obliczania długości geograficznej na otwartym oceanie. Potrzebne były dużo dokładniejsze. Wtedy właśnie zaczęto zmniejszać znane już zegary obciążnikowe a później wahadłowe i wprowadzono podział godziny na minuty. Dodano więc wskazówkę minutową do już stosowanej godzinowej. Natomiast możliwość zmniejszenia wielkości zegarów przyniosło zastosowanie sprężyny jako napędu.
Od XX wieku zaczęto stosować zegary kwarcowe, a następnie cyfrowe, które upływ czasu pokazują już bardzo dokładnie. Natomiast najdokładniejszymi urządzeniami do mierzenia czasu są zegary atomowe – to one są wzorcem. Bez nich trudno byłoby korzystać z satelitów, z których korzystamy jako GPS – pomyłka w określeniu naszego miejsca byłaby zbyt wielka.
Dzisiaj już cały świat używa „czasu uniwersalnego”, jednego dla wszystkich społeczności na świecie. Natomiast wśród zwykłych ludzi nie jest to takie oczywiste. Dlatego na zwykłe zapytanie „Która jest godzina?”, usłyszymy często odpowiedź:
– matematyk: „Czekaj, obliczę”,
– uczeń: „Jeszcze pięć minut do dzwonka”,
– nauczyciel: „Uff, dzisiaj już ostatnia”,
– geograf: „A w której strefie czasowej?”,
– szef w pracy: „Nie śpiesz się. Zapomniałeś, że dzisiaj odrabiamy?”,
– romantyk: „Piękna jest ona, urocza”,
– ochroniarz: „A po co chce pan wiedzieć?”,
– meteorolog: „Przed południem”,
– egocentryk: „To moja sprawa”,
– zegarmistrz: „A na którą panu nastawić?”,
– stoik: „A czy to ważne?”,
– mediewista: „Ludzie drzewiej nie wiedzieli i też żyli”,
– antropolog kultury: „Wie pan, w Babilonii…”,
– baca: „Tam, na wieży kościółka”,
– astrofizyk: „Zależy. Na przykład przy prędkościach podświetlnych…”,
– filozof: „Jeśli już pan pytasz, to czas jest bardzo względny dla ludzi. Bo wie pan…”,
– rolnik: „Mało bym zapomniał, przecież pora dojenia!”,
– pijak: „Śpiesz się pan, przecież zaraz zamkną!”,
– prawnik: „Mów pan, że wtedy nie patrzyłeś na zegarek”,
– pięknotka: „Jak kochasz, to poczekasz”,
– dziewczyna: „O matko! Kończ szybciej, zaraz starzy wrócą!”,
– detalista: „piętnaście po i trzydzieści sekund”,
– historyk: „Panie, dawniej to te zegary chodziły, jak chciały”,
– sekretarka: ”Już jesteśmy po godzinach pracy, kochany panie dyrektorze”,
– dziewczynka: „Pąsowej róży”,
– w kolejce sklepowej: „Nie zagaduj pan! Pan tu nie stał!”,
– policjant: „To ja tu zadaję pytania!”,
– ja: „To już tak późno?! Kurde, na dzisiaj miałem przecież napisać… Przepraszam, muszę
pędzić!”