Skonaktuj się z nami    kontakt@grudziadzmiastootwarte.pl
Witamy na portalu GrudziadzMiastoOtwarte.pl. Miłego dnia!

– kilka słów o uczniach, studentach i grudziądzkiej oświacie.

Część pierwsza.

Nie kocha ten dziecięcia, kto rózgi oszczędza czy rózga bije, nie zabije, kości nie przetrąci, auć!

Na samą myśl włos się jeży, prawda?
Na szczęście rózgi, kije, łapki i inne wymierzane uczniom kary cielesne odeszły już do historii.

Tymczasem pora, by wybrać się wspólnie w podróż przez wieki śladami dawnych grudziądzkich szkół. Naszą wycieczkę rozpoczniemy w epoce zwanej średniowieczem, gdy o naszym mieście zaczęło być głośno. A wszystko za sprawą biskupa pruskiego – Chrystiana, dobrze grudziądzanom znanego.

To właśnie biskup Chrystian zapragnął założyć w swoim grodzie szkołę,
w której mogliby się uczyć nawróceni na chrześcijaństwo Prusowie.

Uwierzcie na słowo, lud ten dawał się mieszkańcom ziemi chełmińskiej we znaki! Najeżdżał, palił i plądrował grody i wsie naszych dalekich przodków.

Tymczasem Chrystian postanawia o swoich planach poinformować papieża Honoriusza III.

Ojciec Święty popierał plany biskupa, a wydając kolejno trzy bulle – czyli uroczyste dokumenty, które swoją nazwę wzięły od metalowej, najczęściej ołowianej pieczęci, w którą były zaopatrzone – prosił cały chrześcijański świat m.in. o składanie ofiar pieniężnych na budowę i funkcjonowanie wspomnianej szkoły.

Ciekawe jak wyglądał typowy dzień nauki w tego typu placówce?

Niestety, nie zachowały się żadne źródła, z których moglibyśmy zaczerpnąć tego typu informacji. Tymczasem w ziemi chełmińskiej zadomawiają się rycerze w białych płaszczach z czarnym krzyżem – Krzyżacy. W XIV w. w naszym mieście powstaje szkoła łacińska, której głównym zadaniem było przygotowanie młodzieży męskiej do stanu duchownego, jednak uczyli się tam również młodzieńcy świeccy.

Teraz troszkę o nauczycielach,

których w szkole łacińskiej nazywano minister ecclesiae et scholae, co tłumaczymy jako: sługa Kościoła i szkoły. Z pewnością kiełkuje w Waszej głowie myśl, skąd pochodzili owi nauczyciele?

Już biegnę z odpowiedzią: wśród nauczających spotkać możemy wykształconych księży, częściej studentów teologii, kleryków po pierwszych święceniach, czy niekiedy organistów i dzwonników. W państwie zakonu krzyżackiego opiekę – patronat – nad szkołą obejmował sam zakon, biskup lub rada miejska. Prawem opiekuna było m.in. wyznaczanie nauczycieli, a obowiązkiem… zapewnienie im wynagrodzenia. I teraz ciekawostka – otóż w miastach młodzież płaciła za naukę zarówno w gotówce, jak i… w tak zwanych naturaliach.

Czym były naturalia, jak myślicie?

BRAWO!

Było to m.in. drewno na opał, drób czy jaja. Wyobraźcie sobie dzisiejszych uczniów mknących w początkach września
z koszykami pełnymi jajek, czy ze szczapami drewna pod pachą. Byłby to zapewne niecodzienny widok! Poza pieniędzmi i naturaliami otrzymywanymi bezpośrednio od uczniów, nauczyciele otrzymywali też tak zwane dochody przygodne.

Co to takiego?

Otóż zdarzało się, że profesorowie zabierali swoich podopiecznych na…pogrzeby zamożnych mieszczan, w zamian za co mogli liczyć na datki ze strony bliskich zmarłego. Dodatkowy zastrzyk gotówki to wystawianie wraz z uczniami rozmaitych przedstawień, jak również udzielanie prywatnych lekcji. W państwie krzyżackim posługiwano na co dzień trzema językami: polskim, pruskim i niemieckim, choć ten ostatni przeważał w miastach. Możemy więc przyjąć, że nauka w grudziądzkiej szkole łacińskiej prowadzona była właśnie w tym języku.

Jakich przedmiotów nauczano?

 Otóż czytania, pisania i, gdy miasto leżało w pobliżu szlaku handlowego, rachunków oraz łaciny. Młodzież szkolna tworzyła chór kościelny, gdyż wielką wagę przywiązywano do nauki śpiewu kościelnego. Nauka odbywała się dwa razy dziennie, rano i po południu, łącznie było to 5-6 godzin. W naszym mieście funkcjonowała również szkoła dla dziewcząt, jednak nie znamy programu, jaki realizowała.

Jak myślicie, czy absolwenci grudziądzkiej szkoły łacińskiej wyjeżdżali na studia?

Oczywiście!

Do 1525 r. Grudziądz wysłał na nauki 72 młodzieńców i był drugim – po Toruniu – miastem w ziemi chełmińskiej, które wysłało tak liczną delegację.

Początkowo na studia wyjeżdżali tylko synowie najbogatszych obywateli miasta, których stać było na podróż do Francji czy Italii. Wraz z powstaniem uniwersytetów w takich miastach jak Praga, Kraków czy Heidelberg pojawiła się szansa dla mniej zamożnej młodzieży.

Pierwszym znanym grudziądzkim studentem był Nicolaus Frankenhain (Frankenhagen) – w przyszłości proboszcz parafii św. Mikołaja. Kształcił się on aż w odległym francuskim Awinionie! To niemal 1500 km w linii prostej! Już od 1418 r. grudziądzanie coraz chętniej na miejsce swojej nauki wybierają Kraków. Na początku XVI w. pojawiają się w Rzeczypospolitej pierwsze szkoły protestanckie.

W 1540 r. powołana zostaje w Grudziądzu miejska szkoła ewangelicka. Szybko zyskuje na popularności, gdyż przedmioty tam wykładane były lepiej dostosowane do późniejszego zawodowego życia absolwenta. Uczono tutaj np. języka obcego. W tym miejscu warto wspomnieć, że ówczesna rada miejska została opanowana przez zwolenników tez Marcina Lutra.

W ewangelickiej szkole w chwili jej powstania uczyło troje nauczycieli: rektor – kierujący szkołą, konrektor – zastępca rektora i kantor – dyrygent chóru i organista w jednym. Pieniądze na funkcjonowanie placówki pochodziły z…kieszeni i sakiewek ewangelickich mieszkańców miasta. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że zdrowa konkurencja jest korzystna dla wszystkich. Konkurencyjne strony dwoją się i troją, by zapewnić konsumentowi jak najszerszy wachlarz dopasowanych do niego usług, przy zastosowaniu jak najlepszej jakości. Nie inaczej było w przypadku grudziądzkiego szkolnictwa.

Co mam na myśli?

Oczywiście pojawienie się w naszym mieście Towarzystwa Jezusowego, którego członków zwano jezuitami.

Lokal w czasach pruskich nosił nazwę „Wielki Elektor”. Na marginiesie, tytuł ten odnosi się do twórcy potęgi militarnej Prus – Fryderyka Wilhelma I nazywanego również królem – żołnierzem. Wróćmy jednak do p. Szydzika. W 1928 r. jeden z klientów na łamach „Gońca Nadwiślańskiego” skarżył się:

Zakonnicy dzięki staraniom i wsparciu finansowemu starosty pokrzywnickiego Jana Działyńskiego wybudowali w 1647 roku kolegium kształcące zarówno katolicką, jak i ewangelicką młodzież. O dziejach budynku, który dzisiaj pełni funkcję grudziądzkiego ratusza poczytacie więcej w artykule Czas zwiedzania, poznaj historię Kolegium Jezuickiego, do czego Was serdecznie zachęcam! Tymczasem warto wspomnieć, że jezuitom bardzo zależało na tym, by w ich szkole kształciła się młodzież będąca dziećmi wpływowych mieszczan. Sięgnijmy po szkło powiększające, by przyjrzeć się z bliska szkole prowadzonej przez zakonników. Na początek zajrzyjmy do biblioteki.

Oczami wyobraźni spoglądamy na półki, na których wedle źródeł znajdowały się: księgi zawierające komentarze do Pisma Świętego (w liczbie ok. 85 egzemplarzy), kazania w językach: łacińskim (125), polskim (25) i niemieckim (4 egzemplarze), rozprawy o sposobach wygłaszania kazań (30) i inne księgi traktujące o tematyce kościelnej (blisko 325 woluminów).

Gromadzono również literaturę mającą charakter świecki jak np. 16 dzieł medycznych, 120 rozpraw z historii ogólnej i 34 rozprawy z zakresu matematyki. Teraz, uwaga! Crème de la crème – 9 – tomowy zielnik, w którym zgromadzono ok. tysiąca różnych wymarłych w naszej okolicy roślin.

Językiem wykładowym w kolegium jezuickim był głównie język łaciński. Kto z Was drodzy Czytelnicy był szkolnym łobuzem? Spora część się nie przyzna, a reszcie na samo wspomnienie szkolnych wybryków zakręci się łezka w oku. W każdym razie nawet na największego szkolnego rozrabiakę znajdzie się metoda. Nie inaczej było w czasach, o których mówimy. Ktoś musiał pilnować porządku na zajęciach, a opiekę taką sprawował zarówno w szkole, jak i w kościele profesor lub…wyznaczony przez niego uczeń z wyższej klasy.

 Taki profesorski zausznik posiadał specjalny zeszyt, w którym w tajemnicy przed kolegami, notował każdy, nawet niewinny wybryk. A nosił ten zeszyt nazwę kartelusz, a w nim wypisane były nazwiska wszystkich uczniów danej klasy (można powiedzieć, że był podobny do dzisiejszych dzienników). Delikwent czuwający nad przestrzeganiem porządku mógł w przypadku jego złamania przypisać każdemu z listy następujące litery, za którymi kryły się takie oto przewinienia: g – garriebat – rozmawiał, c – circumspiciebat – rozglądał się, r – ridebat – śmiał się, czy p – petulantia – nieprzyzwoitość, niegrzeczność (np. uderzenie kolegi). Rzecz jasne za każde przewinienie należała się kara.

Taką karę nakładał na winnych uczniów rektor – czyli przełożony szkoły, głównie za uderzenie kogoś w twarz czy za pijaństwo i nocne awantury.

Jakie były to kary?

 Spójrzcie, proszę: nagana udzielona przez wychowawcę, zamknięcie na kilka godzin w karcerze, publiczne przyznanie się do winy i przeproszenie przy wszystkich zgromadzonych za swoje czyny, czy wreszcie – najcięższa z kar – wydalenie ze szkoły.

Gdy któryś z żaków przysnął na lekcji, bądź nie był zbyt pilny w nauce, w ramach kary nakładano mu na głowę koronę ze słomy i oprowadzano po innych klasach, by go zawstydzić. Dzisiaj na szczęście takich metod wychowawczych już nie stosujemy.

A co działo się, jeśli uczeń na ćwiczeniach z łaciny użył polskiego słowa? Prowadzący zajęcia kładł przed nim jako ostrzeżenie tabliczkę z napisem NL (Notae Linguae), a gdy któryś z uczniów miał brudne ręce, otrzymywał tabliczkę z NM (Notae Morum). Jezuici prócz karania zwracali uwagę na profilaktykę. W tym celu zwoływano co dwa miesiące wszystkich uczniów kolegium i przypominano im jakie w tym miejscu panują zasady i jakie kary grożą za ich łamanie.

Bardzo ważnym elementem w życiu grudziądzkiej szkoły jezuickiej był prowadzony tam teatr.

Jaki cel przyświecał jezuickiemu teatrowi?

Sztuka na scenie miała wzbogacać wiedzę ucznia, rozwijać pamięć, bogacić wyobraźnię, przygotowywać uczniów do występów publicznych i zapewne pomóc miała w pokonaniu tremy. Co wystawiano na teatralnej scenie? Repertuar składał się  w większości ze sztuk, które miały w przystępny dla widza sposób przedstawić zasadnicze prawdy wiary. Część sztuk traktowała o ówczesnej sytuacji, natomiast gdy organizowano przyjęcie na cześć ważnych dostojników – prezentowano całkowicie świeckie przedstawienia.

Aktorami mogli być tylko i wyłącznie uczniowie. Widownię stanowili pozostali żacy, szlachta z najbliższej okolicy, jak i mieszkańcy miasta na czele z radą miejską. Zdarzało się, że występy rówieśników podziwiali uczniowie miejskiej szkoły ewangelickiej. Istniało wszak jedno, ale – na przedstawienia nie wolno było zapraszać…kobiet! Wyjątkowo rektor kolegium mógł zaprosić panie, lecz zawsze musiały być to szlachcianki. Widowiska teatralne odbywały się na inaugurację nowego roku szkolnego, na rozpoczęcie drugiego semestru, jak również wtedy gdy w Grudziądzu obradował Sejmik Generalny Prus Królewskich. Do przedstawienia aktorzy przygotowywali się na zajęciach pozalekcyjnych.

Pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej oznaczał wcielenie Grudziądza w granice Królestwa Prus. W osiem lat po tym wydarzeniu, w 1780 r. Prusacy przekształcają jezuickie Kolegium Działynianum w protestanckie Królewskie Progimnazjum. W tym miejscu zakończymy pierwszą część naszej opowieści, by w drugiej odsłonie opowiedzieć Wam o szkolnictwie w czasach zaborów i w okresie międzywojennym. Poznamy ówczesne programy nauczania, zajrzymy do wspomnień i popatrzymy z bliska na życie codzienne dawnych uczniów i nauczycieli.

Słyszycie?   

To dźwięk dzwonka, zapraszam na przerwę i do zobaczenia wkrótce!

REDAKTOR zakładki Czas Zwiedzania

PATRYK KRYGIER

Dzięki Patrykowi przeszłość naszego miasta nabiera zupełnie nowej perspektywy i zachęca do zwiedzania naszego ZABYTKOWA.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu

OPRACOWANIE GRAFICZNE

MARLENA CIESZYŃSKA

Jest portalową czarodziejką. W magiczny sposób przedstawia nasze słowa i obrazy, nadając im przejrzystej i zaskakującej formy.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu

ŹRÓDŁA

Roczniki Grudziądzkie:
1961 J. Konieczny, K. Szymański Dzieje szkolnictwa grudziądzkiego. Część I
2012 T. Borawska, Studia uniwersyteckie młodzieży grudziądzkiej w średniowieczu i u progu czasów nowożytnych (XIV – XVI wiek)
Jan S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI – XVIII. Tom pierwszy, Warszawa 1960

 Źródła fotografii:
Jan S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI – XVIII. Tom pierwszy, Warszawa 1960
www.gość.pl
www.histmag.org
www.onet.pl
strona internetowa Informacji Turystycznej

 

Poznajmy się!

Tym chemy Cię zainteresować